Muzeum Powstania Warszawskiego, choć znane jest w dużej mierze jako placówka narracyjna, posiada również bogate zbiory eksponatów. 70 tys. z nich stanowią przedmioty związane ze zrywem ofiarowane przez darczyńców.

Za każdym z przedmiotów kryje się historia osoby z nim związanej czy dzieje jego przechowywania przez lata.

Czasami to historia życia, czasami śmierci. Mamy np. fałszywy rozkaz dowódcy Armii Krajowej gen. Tadeusza +Bora+ Komorowskiego spreparowany przez Niemców, którzy 4 sierpnia 1944 r. zrzucali go nad pozycje powstańców. Wzywał do zaprzestania walki z Niemcami i skierowania się przeciwko Sowietom. Są dokumenty dotyczące Jana Rodowicza +Anody+ - osobiste zapiski, świadectwo ukończenia gimnazjum z 1939 r. i informacja bezpieki dla rodziny Rodowicza o jego śmierci rzekomo przez samobójstwo – relacjonuje kierownik działu historycznego Muzeum Powstania Warszawskiego, Andrzej Zawistowski.

Niektóre pamiątki są dosyć osobiste np. lalki i misie, które dzieci zabierały ze sobą jako dla nich najcenniejsze. Także bardzo wstrząsające zawieszki na szyję z danymi dziecka, a często adresami pod jakie należy je odprowadzić. Jest również butelka wydobyta z prowizorycznego grobu z imieniem i nazwiskiem, datą urodzenia i śmierci, która miała ułatwić identyfikację szczątków – powiedział kierownik działu historycznego.

Kierownik działu konserwacji i p.o. Głównego Inwentaryzatora Muzeum Anna Grzechnik podkreśliła, że wszystkie te pamiątki to rzeczy, które ludzie przez lata przechowywali z dużą pieczołowitością.

W okresie obchodów rocznicy wybuchu Powstania tych darów faktycznie jest troszeczkę więcej, ale trzeba podkreślić, że cały rok spływają w miarę równomiernie. Ciekawy jest wśród nich zbiór rysunków malarza Leona Michalskiego, żołnierza Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK, który w czasie Powstania chodził z notesem i szkicował kolegów. Jest też akwarela przedstawiająca jelonka, którą Krzysztof Kamil Baczyński wykonał na imieniny dla swojego sąsiada – mówiła.

Ciekawym eksponatem jest świetnie zachowany baton czekoladowy firmy Hershey, robiony specjalnie na potrzeby wojskowe.

Miał dodawać energii i specjalnie nie był też smaczny, by nie został zjedzony jako przysmak, tylko użyty w razie konieczności. Był też odporny na rozpuszczenie. Dary pochodzą zarówno od osób z kraju, jak i z zagranicy. Ofiarodawcy często dzięki temu odkrywają wojenne losy swoich bliskich. To rzeczy, które niosą ze sobą długą i często bardzo bogatą historię – zaznaczyła Grzechnik.