Timmermans ocenił w rozmowie z "FT", opublikowanej dziś na stronie internetowej gazety, że spór dotyczący praworządności z Polską jest elementem szerszego zjawiska w Europie, które go niepokoi.

- Bo nic, nic, nic nie jest już oczywiste: ani demokracja, ani szacunek dla praw człowieka, ani trójpodział władzy. Musimy bronić wszystkiego, o czym myśleliśmy, że zostało już raz na zawsze ustalone i jest nienaruszalne

 - powiedział.

Jednocześnie polityk przyznał, że w obliczu napięć w Europie zastanawiał się nad tym, czy dalsze rozszerzanie Unii Europejskiej - w tym o dziesięć nowych państw w roku 2004 - nie było błędem.

- Oczywiście, że człowiek się zastanawia: czy byłem w błędzie? Ale doszedłem do wniosku - patrząc na liczby i rozmawiając z wieloma ludźmi w Europie Środkowo-Wschodniej - że nie, nie popełniliśmy błędu. Te społeczeństwa - przy wszystkich wyzwaniach, z jakimi się mierzą - czują głębokie przywiązanie do Unii Europejskiej, pomimo tego, co mogą mówić politycy, i pomimo wyborczych gierek wokół tego

- tłumaczył.

Wiceszef KE przyznał, że lider Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński pozostaje "niezrażony" dotychczasowymi interwencjami ze strony unijnych instytucji w sporze dotyczącym praworządności. Zaznaczył jednak, że zamiast głosowania w sprawie artykułu 7, które byłoby jedynie "skarceniem", lepszą strategią jest dalsze domaganie się od rządu w Warszawie zmian tych kwestii, które wzbudzają kontrowersje.

Timmermans ocenił, że Kaczyński jest bardziej ideologiem, a węgierski premier Viktor Orban - taktykiem.

- Orban to taki typ faceta, który przy limicie prędkości 120 km/h będzie jechał 140 km/h i nikt nie zareaguje - może trochę pomarudzi - ale jak mu się zwróci uwagę przy 160 km/h, że jedzie zbyt szybko, to zwolni do 140 km/h i powie: "Czyż nie jestem dobrym chłopcem?".

Wiceszef KE zastrzegł, że wiele państw członkowskich jest zaniepokojonych wydarzeniami w Polsce i "nie akceptuje polskiego argumentu, że spór (KE z Polską) wynika jedynie z postawy 'jednego lunatyka w Komisji Europejskiej'".

- W pewnej chwili, jeśli nadal będzie się to rozwijało w ten sposób, ktoś przy stole zacznie pytać: Czy na pewno jesteście z nami? Musicie zdecydować: czy jesteście z nami?

 - tłumaczył Timmermans, zaznaczając, że obawia się ryzyka rozpadu UE na mniejsze bloki państw o podobnych poglądach.

Podkreślając osiągnięcia procesu integracji europejskiej, Timmermans opowiedział o swej córce, która spytała go ostatnio, co to jest granica między państwami.

I to był dla mnie niesamowity moment w uświadomieniu sobie, jaką drogę Europa już przeszła i dokąd zmierza

- powiedział.