"Totalna opozycja" walczy o przywileje sędziów, które nie byłyby możliwe po reformie sądownictwa przeprowadzanej przez rząd. To opóźnia cały proces. Wicepremier Szydło przyznaje, że przed rokiem była szansa na pozytywne zakończenie reformy. Wtedy jednak nie udało się doprowadzić jej do szczęśliwego końca.

- Ja mogę tylko żałować, że w ubiegłym roku dokładnie o tej porze, nie udało nam się zakończyć przeprowadzania tej dobrze przygotowanej reformy sądownictwa. Prace nad ustawą trwały bardzo długo, były konsultowane, były uzgadniane. Od początku zdawaliśmy sobie sprawę, że reforma nie będzie łatwa do przeprowadzenia i opór środowiska będzie bardzo duży, ale też z drugiej strony, przypominam sobie czas kampanii, to problem sądów był najczęściej przez ludzi stawiany jako konieczny do przeprowadzenia reform. Poparcie społeczne przecież było. Wydawało się, że jesteśmy na dobrej drodze, żeby zakończyć te sprawy. Gdybyśmy wtedy mieli odwagę zakończenia reformy sądu, to dziś by o tym nikt nie dyskutował. Być może środowisko sędziowskie, być może Komisja Europejska miałaby jakieś pytania, ale bylibyśmy do przodu - stwierdziła B. Szydło.

Efektem "braku odwagi", jak określiła to wicepremier Szydło, jest....

- W tym momencie, niestety chaos. Ale z drugiej strony jest jednoznacznie określone w prawie, kto może pełnić funkcję prezesa Sądu Najwyższego, tutaj nie ma dyskusji. Jest przeprowadzona zmiana ustawowa, ustawa nie została do Trybunału Konstytucyjnego zaskarżona. Kto jak nie sędziowie powinni prawo stosować? - zapytała retorycznie.

Jedną z twarzy zaciekłej walki o to "by było, jak było" jest Małgorzata Gersdorf - była już I prezes Sądu Najwyższego. Mimo jasnych przepisów, które określa stosowna ustawa, Gersdorf przechodzi w stan spoczynku, ale... wciąż czuje się prezesem SN do 2020 roku.

Na pytanie redaktor Katarzyny Gójskiej, jaką funkcję pełni obecnie Małgorzata Gersdorf, Beata Szydło odpowiedziała:

Zgodnie z prawem pani Gersdorf nie jest prezesem Sądu Najwyższego. To jasno określa prawo, a do prawa odsyła Konstytucja.

Jakie powody kierują "totalnymi", że tak zaciekle bronią reformy sądownictwa? Gość programu "W punkt" nie ma żadnych wątpliwości, że chodzi o własne interesy sędziowskiej kasty.

- Ja jestem zwolennikiem konsekwencji. Jeżeli podejmuję się jakiegoś działania, to konsekwentnie staram się je doprowadzić do końca. Cofnęliśmy się w ubiegłym roku i niewiele nam to dało. Mamy przyjęte projekty ustaw, ale po tym co robi pani prezes Gersdorf i środowisko sędziowskie, widać, że nie ma akceptacji tego stanu rzeczy. W Brukseli też niczego pozytywnego nie udało nam się załatwić. Wydaje mi się, że gdybyśmy stanowczo pokazali, że jesteśmy konsekwentni w przeprowadzaniu tej reformy, to ta płaszczyzna dyskusji mogła być zupełnie inna. Tym bardziej, że cały czas polski rząd jest nastawiony na to, żeby tłumaczyć reformy, które podejmujemy (...) Jest to ostatni bastion, który wykorzystują do tego, żeby uderzyć w rząd, uderzyć w środowisko Zjednoczonej Prawicy, żeby powstrzymać proces reform. Gra polityczna jest ukierunkowana, żeby nie dopuścić do zmian w sądownictwie - mówi Beata Szydło.

Skandaliczne zachowanie sędziów oraz polityków opozycji, za wszelką cenę broniących stanowisk i przywilejów, wicepremier Szydło określa jako "lekceważenie Polaków". Włącza się w to również ignorancja Małgorzaty Gersdorf, która nie może przyjąć do wiadomości, że jej czas w Sądzie Najwyższym dobiegł już końca.

 Jest niebywałe, ale też bardzo przykre, że przedstawiciele grupy sędziów, którzy powinni stać na straży prawa i przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości, pokazują obywatelom, że tak naprawdę lekceważą prawo, które zostało przyjęte. Można się z pewnymi rzeczami nie zgadzać, ale jeżeli w demokratycznym państwie zostało przyjęte prawo, to każdy z obywateli ma obowiązek je stosować. Tym bardziej ze środowisk sędziowskich. Tu jest ostentacyjne lekceważenie ustaw, parlamentu, pana prezydenta. Przede wszystkim jest to lekceważenie Polaków. Ta grupa pokazuje: "my możemy wszystko, możemy wszystko zrobić, wszystko powiedzieć, jesteśmy ponad Wami, ponad prawem". To oburzające.