Napisy „Oto ciało moje, oto krew moja. Wara wam” i „Mordercy kobiet” pojawiły się dziś w trzech punktach Warszawy: na ogrodzeniu budynku Kurii Archidiecezji Warszawskiej przy ul. Miodowej, na domu parafialnym przy archikatedrze św. Jana Chrzciciela i na drzwiach i schodach budynku Kurii Warszawsko-Praskiej. Na tym ostatnim nieznani sprawcy napisali jeszcze „Rwanda pamiętamy”.

Sprawę skomentował proboszcz archikatedry ks. Bogdan Bartołd. Duchowny powiedział, że napisy zauważył rano, kiedy szedł na mszę św. około godz. 6.50. 

Wczoraj, kiedy wracałem z koncertu około 21 jeszcze ich nie było

- zaznaczył.

Przypomniał, że budynek parafialny jest zabytkiem, który cztery lata temu został odnowiony za pieniądze z budżetu Warszawy. 

Możemy się różnić w poglądach, możemy dyskutować, natomiast nie jest do zaakceptowania forma niszczenia obiektów zabytkowych należących do wspólnoty Kościoła. To jest po prostu wandalizm i barbarzyństwo

- ocenił ks. Bartołd.

Poinformował, że zawiadomił policję, która była już na miejscu. 

Złożyłem zeznania na okoliczność ścigania sprawców, bo trzeba będzie wystąpić do ubezpieczyciela, który będzie żądał zadośćuczynienia

- wyjaśnił. Proboszcz parafii archikatedralnej powiedział, że na zainstalowanym na ul. Kanoniej monitoringu zostało zarejestrowanych kilka osób.

Jak powiedziała z kolei Anna Wojtas z Biura Prasowego Archidiecezji Warszawskiej, napisy które pojawiły się na ogrodzeniu budynku Kurii, były podobnej treści i najprawdopodobniej zostały sporządzone przez tę samą osobę, co na dwóch pozostałych budynkach. Dodała, że napisy z prawej strony przy głównej bramie wjazdowej zostały już zasłonięte.

Oficer prasowy komendanta rejonowego policji w Warszawie nadkom. Robert Szumiata poinformował, że jeśli wojewódzki konserwator zabytków potwierdzi, iż zniszczone budynki są zabytkami, to policja będzie prowadziła postępowanie z urzędu na podstawie art. 108 ustawy o ochronie zabytków

Kuria na Miodowej na pewno jest zabytkiem, jednak nie wiemy, czy jest nim ogrodzenie, na którym sporządzono napisy. Na ul. Kanoniej sprawa jest prostsza, ponieważ napisy sporządzono na elewacji budynku

- zaznaczył.

Będziemy prowadzić postępowanie, analizować nagrania z monitoringu, które zabezpieczyliśmy, i będziemy starać się zatrzymać sprawców oraz oszacować wysokość strat

- dodał.

Jednak w sieci znalazła się grupa osób, którą akt skrajnego wandalizmu niezwykle ucieszył. Niektórzy przyznali że marzą o tym, aby… podpalać kościoły.