Zaskakujący problem pojawił się podczas procesu członków grupy złodziei samochodów. Sąd Okręgowy w Zielonej Górze skazał dwóch z nich na kilkuletnią odsiadkę. Oni z wyrokiem się nie zgodzili i sprawa trafiła do Sądu Apelacyjnego w Poznaniu, który analizując materiał dowodowy, zwrócił uwagę na stenogramy z podsłuchu operacyjnego – rozmów telefonicznych i wiadomości tekstowych. Między innymi dzięki nim oskarżonych skazano również za kradzieże z włamaniem i paserstwo, ale te przestępstwa nie są wymienione w ustawie o policji w części dotyczącej stosowania kontroli operacyjnej. Jaśniej: zgodę na podsłuch wydano, bo było podejrzenie konkretnego przestępstwa, a podczas inwigilacji, niejako przy okazji, dowiedziano się o innych. I prawnicy zaczęli mieć kuriozalny dylemat – czy w takiej sytuacji można wykorzystać uzyskane dowody.


Artykuł 168b Kodeksu postępowania karnego (wprowadzony dwa lata temu w ramach nowelizacji) mówi: „Jeżeli w wyniku kontroli operacyjnej […] uzyskano dowód popełnienia przez osobę, wobec której kontrola operacyjna była stosowana, innego przestępstwa ściganego z urzędu […] niż przestępstwo objęte zarządzeniem kontroli operacyjnej […], prokurator podejmuje decyzję w przedmiocie wykorzystania tego dowodu w postępowaniu karnym”.

Sąd w Poznaniu zwrócił się jednak z pytaniami do Sądu Najwyższego, a ten po kilku miesiącach proceduralnych wątpliwości wydał w czwartek uchwałę w składzie siedmiu sędziów. Jej treść jest sporym zaskoczeniem. Stwierdzono w niej, że nie wszystkie dowody popełnienia przestępstw ściganych z urzędu mogą być wykorzystane, jeśli zostały zdobyte w ramach podsłuchu, na który wydano zgodę do ścigania innych przestępstw.


„Aby można było mówić o zachowaniu standardu konstytucyjnego, ustawodawca powinien zdefiniować zamknięty i możliwie wąski katalog poważnych przestępstw uzasadniających ingerującą w status jednostki kontrolę operacyjną” – stwierdził sędzia Jerzy Grubba (cytat za PAP).


Niektórzy natychmiast wykorzystali okazję do ataku na rząd. Ewa Ivanova, publicystka „Gazety Wyborczej”, na portalu tego dziennika zagrzmiała: „Sąd Najwyższy unicestwił przepis resortu Zbigniewa Ziobry, który pozwala na wszechwładzę prokuratorów przy wykorzystaniu podsłuchów”.

A na Twitterze zapytała wiceministra sprawiedliwości Marcina Warchoła, czy uchwała Sądu Najwyższego: „to sukces pana resortu?”. Odpowiedź otrzymała bardzo szybko: „To sukces gangsterów, handlarzy narkotyków, paserów i złodziei samochodów, a tracą wskutek tej uchwały ich ofiary, uczciwi obywatele i wymiar sprawiedliwości; smutne, że to akurat tak szacowna instytucja jak SN sprawiła im taki prezent”.


Z kolei poseł Bartłomiej Wróblewski, prawnik i konstytucjonalista, zwraca uwagę na inny, bardzo poważny problem.

– Czy Sąd Najwyższy może dokonywać takich interpretacji, czy jest zgoda, aby wypowiadał się o kwestiach, które należą do Trybunału Konstytucyjnego? Ja jestem tym zaskoczony, po raz kolejny Sąd Najwyższy sięga po kompetencje, których nie posiada – stwierdził poseł Wróblewski.


Z tego zamieszania zadowoleni są chyba tylko złodzieje samochodów...