Dziś jedynego gola zdobył Jan Bednarek, który, gdyby nie kontuzja Kamila Glika, pewnie byłby rezerwowym. Jego bramka podobna była do trafienia Bartosza Bosackiego z ostatniego występu w mundialu w Niemczech.

Czwartkowe spotkanie w Wołgogradzie okazało się jednak wyjątkowe ze względu na przebieg końcowych minut - mimo niekorzystnego wyniku japońscy obrońcy podawali sobie piłkę na własnej połowie, bo ich celem nie było wyrównanie, lecz uniknięcie za wszelką cenę straty drugiego gola, który wyeliminowałby ich z turnieju.  Wygrana Kolumbii w meczu z Senegalem (1:0) sprawiła, że Azjaci dostali się do 1/8 finału kosztem ekipy afrykańskiej dzięki... mniejszej liczbie ujemnych punktów (za żółte i czerwone kartki) w klasyfikacji fair play.

Pod koniec meczu w pewnym momencie przy linii bocznej pojawił się gotowy do zmiany Jakub Błaszczykowski, ale piłka nie opuszczała murawy i nie było przerw w grze, by mógł zaliczyć 101. występ w narodowych barwach. Wtedy Grosickiego "złapał skurcz" i skrzydłowy reprezentacji usiadł na murawie, sygnalizując arbitrowi, że nie jest w stanie kontynuować gry. Po chwili zareagowali Japończycy wybijając piłkę na aut, ale sędzia z Zambii nie pozwolił na roszadę w składzie. W akompaniamencie odgłosów dezaprobaty z trybun pod adresem zawodników - gwizdnął po raz ostatni.

Mimo iż kibice w Polsce oglądali mecz już raczej wysoce zniechęceni, na samym stadionie w Wołgogradzie emocji nie brakowało. Uchwycił je obiektyw naszego reportera.

Obejrzyj galerię!