Parlament Węgier uchwalił w środę poprawkę do konstytucji przewidującą, że w kraju nie wolno osiedlać obcej ludności, o ile osoby te nie mają prawa pobytu i swobodnego przemieszczania się. Parlament przyjął też pakiet ustaw antyimigracyjnych, przewidujących m.in., że za wspomaganie bezprawnej imigracji będzie grozić kara do roku pozbawienia wolności.

Orban uznał przyjętą poprawkę do konstytucji za „piękną i finezyjną” robotę prawną. Podkreślił, że poprawka do konstytucji mówi o nienaruszalności suwerenności narodowej i formułuje tożsamość konstytucyjną kraju, a w nowelizacji kodeksu karnego jasno napisano, że nielegalna migracja i jej wspieranie jest przestępstwem.

Podkreślił, że nie stanowi problemu, jeśli organizacje pozarządowe chcą wywierać na Węgrzech wpływy polityczne, ale „niech woda w szklance będzie czysta”, a więc niech przyznają się, jeśli otrzymują pieniądze z zagranicy.

Natomiast jeśli chodzi o kwestie bezpieczeństwa narodowego, to rząd nie godzi się na to, by organizacje pozarządowe wywierały wpływ na decydentów - zaznaczył.

Orban zastrzegł jednak, że niezależnie od kwestii migracji jest potrzebna dobrze wyposażona armia, bo jeśli Węgry staną przed zbrojnym zagrożeniem, armia tylko w ograniczonym stopniu byłaby w stanie je odeprzeć.

- Chcielibyśmy, aby bezpieczeństwo Węgrów było zapewniane nie tylko przez policjantów i ochronę granic, ale także żołnierzy

 – dodał.

Jego zdaniem w Europie są obecnie na stole trzy zasadnicze tematy: ochrona granic, przyszłość tych migrantów, którzy już tu są, oraz kwestia, kogo wpuszczać w przyszłości i gdzie decydować, kogo wpuścić.

Zaznaczył, że zdaniem państw europejskich należy tej selekcji dokonywać poza terytorium UE.

Premier Węgier tak przedstawił rysujący się w tej kwestii podział na obozy: „jesteśmy my, cztery kraje wyszehradzkie, teraz już uzupełnione o Austrię i Włochy”, a w Niemczech, podobnie jak w krajach północy Europy trwa na ten temat debata.

Orban nawiązał też do dzisiejszej wizyty w Budapeszcie szefa Rady UE Donalda Tuska. Jak powiedział, zwoływanie szczytów UE leży w jego wyłącznej kompetencji, a tymczasem Komisja Europejska zwołała miniszczyt na niedzielę. Według Orbana jest więc w instytucjach UE zamieszanie i chciałby między innymi na ten temat porozmawiać z Tuskiem.

Powtórzył też, że kraje Grupy Wyszehradzkiej nie wezmą udziału w niedzielnym miniszczycie, gdyż nie chcą uczestniczyć „w takim naruszeniu prawa”.