Do tej pory USCYBERCOM przyjmował w dużej mierze postawę obronną, starając się kontratakować, kiedy atakujący przeniknie do amerykańskiej sieci.

Decyzja Pentagonu o podniesieniu statusu Dowództwa Cybernetycznego otworzyła drzwi do niemal codziennych ataków na zagraniczne sieci, dzięki którym można unieszkodliwić cyberbroń, zanim zostanie ona użyta - donosi „New York Times”, powołując się na dokumenty dotyczące strategii oraz przedstawicieli wojska i wywiadu.

Zmiana podejścia w tym zakresie odzwierciedla jednak większą władzę przekazaną dowódcom wojskowym przez prezydenta Donalda Trumpa, a także powszechne przekonanie, że „Stany Zjednoczone mają niewystarczającą obronę przed rosnącą liczbą ataków wymierzonych w Amerykę” - ocenia „New York Times”.

Głównym celem według nowej deklaracji wydanej bez rozgłosu przez dowództwo jest „walka z niebezpieczną działalnością przeciwnika, zanim osłabi ona siłę państwa”.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że gen. Paul M. Nakasone, nominowany przez prezydenta Donalda Trumpa na szefa Dowództwa Cybernetycznego i dyrektora Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (NSA), wyjaśnił podczas marcowego przesłuchania w Kongresie, że potrzebne będzie bardziej agresywne podejście do przeciwników w cyberprzestrzeni.

- Prowadząc operacje mające na celu udaremnienie i przeciwdziałanie działaniom cyberprzestępczym przeciwników, zmniejszając determinację, zwiększając koszty i utrzymując korzyści", Stany Zjednoczone mogą zacząć "zadawać bardziej zdecydowane ciosy – tłumaczył.

„New York Times” zwraca uwagę, że także w marcu szef Dowództwa Strategicznego USA (STRATCOM) gen. John Hyten powiedział podczas przesłuchania w Kongresie, że jeśli Stany Zjednoczone zamierzają bronić się w cyberprzestrzeni, będą potrzebowały jasnych reguł codziennego postępowania.

- Cyberprzestrzeń powinna być postrzegana jako domena działań wojennych, a jeśli ktoś zagraża nam w cyberprzestrzeni, musimy mieć siłę, aby odpowiedzieć - powiedział gen. Hyten.