Lech Kaczyński, ówczesny prokurator generalny, miał według gazety naciskać na postawienie „ciężkich oskarżeń” Tomaszowi Komendzie. Na dowód dziennik przytoczył swój wywiad z byłym prezydentem z 2000 r.

Ówczesny minister sprawiedliwości mówił o przypadku okrutnego gwałtu i morderstwa 15-latki. Wskazywał na patologię niewydolnego systemu wymiaru sprawiedliwości.

Po czterech latach śledztwa skazano Tomasza Komendę. Usłyszał wyrok 25 lat więzienia. Celę opuścił po 18 latach. W połowie maja 2018 r. Sąd Najwyższy ostatecznie go uniewinnił.

„Wyborcza”, publikując swoje rewelacje, nie wspomina, że Lech Kaczyński był ministrem sprawiedliwości od czerwca 2000 r. do lipca 2001 r. Tymczasem wyrok nieprawomocny zapadł w listopadzie 2003 r., a zatwierdził go sąd apelacyjny w czerwcu 2004 r.

Na tekst „Wyborczej” zareagowała Prokuratura Krajowa. W specjalnym oświadczeniu wykazano, że publikacja „GW” przeczy faktom. Zaznaczono, że Lech Kaczyński nie mógł wywierać wpływu w sprawie Komendy, gdyż zarzuty zostały postawione w kwietniu 2000 r., czyli dwa miesiące przed powołaniem Lecha Kaczyńskiego na stanowisko ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego.

W akcie oskarżenia przedstawionym Komendzie w kolejnym roku padły identyczne zarzuty jak przedstawione mu pierwotnie i nie ma żadnego śladu jakiejkolwiek ingerencji w sprawie ówczesnego szefa resortu sprawiedliwości – wynika z komunikatu PK.

Co więcej, to sąd, który skazał nieprawomocnie Komendę, na własną rękę zaostrzył kwalifikację karną oskarżenia z gwałtu skutkującego śmiercią na zabójstwo w związku z gwałtem – wskazała PK.

Wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki publikację „GW” określił jako „obrzydliwą”. Tomasz Sakiewicz również skomentował sprawę w „Codziennej”.

Sprawa Komendy najlepiej pokazuje, że nie da się walczyć z ciężkimi przestępcami bez ciężkich kar dla nich i uczciwych sądów. Albo zapadają łagodne wyroki, albo skazywani są nie ci, co trzeba. Lech Kaczyński był zwolennikiem zarówno ciężkich kar dla przestępców, jak i uczciwych sądów, które wnikliwie badają sprawy i skazują tych, których powinny. Jedno i drugie musi iść ze sobą w parze. Dzisiaj ci, którzy doprowadzili do tego, że sądzą tacy sędziowie jak ci, którzy skazali Komendę, chcą przerzucać odpowiedzialność na innych. Trzeba było najpierw dopilnować, żeby w Polsce orzekali uczciwi sędziowie, wtedy sprawy Komendy w ogóle by nie było

– podkreślił redaktor Sakiewicz.