Faworytem był początkowo polski film w Konkursie Głównym - "Zimna wojna" (Cold War) w reż. nagrodzonego Oscarem za "Idę" Pawła Pawlikowskiego. O tym, że to dzieło na miarę Złotej Palmy, mówił Tadeusz Sobolewski ("Gazeta Wyborcza"). Janusz Wróblewski ("Polityka") uznał, że to wspaniały film, który może się podobać każdemu, Grażyna Torbicka porównała zaś melodramat do "Casablanki". W "The Economist" pisano, że "owacyjnie przyjęty przebój festiwalu w Cannes" ma w sobie echa "La La Land". Entuzjastycznie pisano także o odtwórcach głównych ról, Joannie Kulig (w "Variety" porównano ją do Jeanne Moreau i nazwano europejską odpowiedzią na Jennifer Lawrence) oraz Tomaszu Kocie ("The Economist": "dostałby rolę Jamesa Bonda, gdyby urodził się w Wielkiej Brytanii").

O polskiej produkcji, która jako kolejna po 16 latach przerwy, mogłaby zostać nagrodzona Złotą Palmą (ostatnio nagrodę otrzymał Roman Polański w 2002 r. za polsko-francuskiego "Pianistę") rozpisywało się także "Indiewire" ("genialny kandydat do Oscara i mocny kandydat do Złotej Palmy"), "The Hollywood Reporter" (prawdziwa rozkosz dla znawców muzyki, Joanna Kulig jako jedna z faworytek do nagród aktorskich), "Screen Daily" (Joanna Kulig przykuwa uwagę), "The Guardian" (wizualnie porywająca epicka opowieść o uwięzieniu i ucieczce ze świata totalitaryzmu), a także "Variety", "The Telegraph" oraz "Sight&Sound".

Wysoko ocenili "Zimną wojnę" - rozgrywający się w socjalistycznej Polsce obraz o miłości dwojga ludzi, którzy nie potrafią być ze sobą i jednocześnie nie mogą bez siebie żyć - choć nie wróżyli jej Złotej Palmy, krytycy dziennika "Le Figaro".

Film pozostawał dla typujących numerem jeden - a przynajmniej jednym z pretendujących tytułów - aż do czwartku, gdy pokazano włoskiego "Dogmana" w reż. Matteo Garrone. Eric Neugoff z "Le Figaro" ocenił, że nowe dzieło twórcy nagrodzonej dekadę temu "Gomorry" o życiu fryzjera dla psów w prowincjonalnym miasteczku "skacze widzowi do gardła" i był "groźnym warknięciem" w oczekiwaniu na nagrodę. W "Le Figaro" doceniono film także za najlepszą rolę męską (Marcello Fonte).

Dobrze mówiono - także w kontekście ewentualnych laurów - o "Lecie" (Summer) Kiriłła Sieriebriennikowa, filmie o legendach rosyjskiego punka. Za najlepszy film trwającego jeszcze festiwalu uznała go m.in. piątka krytyków "Le Figaro". Na odbiór filmu mógł mieć także aspekt polityczny - reżyser filmu jest nieobecny w Cannes, podobnie jak Irańczyk Jafar Panahi, którego "Trzy twarze" o trzech aktorkach na różnych etapach kariery, także znalazły się w Konkursie Głównym). Rosyjski reżyser nie uzyskał zgody na wyjazd do Francji z powodu oskarżeń o malwersacje. Radio publiczne France Culture uznało - nawiązując do teatralnego projektu Sieriebriennikowa "Platforma" - że dzięki pokazaniu filmu reżysera "Cannes stało się platformą obrony swobody twórczej".

Irański reżyser nie został z kolei wypuszczony z kraju, ponieważ jest objęty 20-letnim zakazem opuszczania Iranu i wykonywania zawodu, w tym kręcenia filmów i pisania scenariuszy. "Three Faces" to kolejny film, który zrealizował potajemnie.

Tygodnik "Paris Match" sugerował w czwartek wieczorem, że tegoroczna przewodnicząca canneńskiego jury australijska aktorka Cate Blanchett chciałaby przyznać Złotą Palmę, najwyższe wyróżnienie festiwalu, jednej z reżyserek walczących w selekcji oficjalnej. Zgodnie z tym przypuszczeniem na laur, dopiero drugi w historii dla kobiety, miałaby szanse m.in. typowane przez IndieWire Nadine Labaki ("Capernaum") i Alice Rohrwacher (''Happy as Lazzaro''), za którymi - według magazynu - w wyścigu po nagrody znaleźli się dopiero Hirokazu Koreeda ("Złodziejaszki", ang. Shoplifters), Spike Lee i Pawlikowski.

W sprawie Rohrwacher zgadzają się z dziennikarzami "IndieWire" krytycy "The New York Timesa". Amerykański dziennik obok włoskiej reżyserki, laureatki Grand Prix festiwalu za "Cuda" (2014), także wymienia Koreedę, potem Lee Chan-Donga ("Spalenie stodoły", ang. "Burning", na podstawie opowiadania Harukiego Murakamiego), doceniony zostaje także nowy film Panahiego.

Eva Husson, autorka "Dziewczyn słońca" (Girls of The Sun) o kobietach toczących walki za swoje miasto, jest typowana jako pewna zwyciężczyni przez brytyjski dziennik "The Times". Jego dziennikarze wystawili ponadto maksymalną, pięciogwiazdkową notę filmowi Pawlikowskiego, który ma posiadać "niezawodną umiejętność przekazywania najbardziej znaczących cech charakteru za pomocą najdrobniejszych szczegółów". Nadine Labaki zdobyła uznanie "The Telegraph", według "Guardiana" dobre były zaś filmy Pawlikowskiego, Lee Chan-donga oraz - po raz kolejny - Rohrwascher, Koreedy i Zhanga-ke Jii.

Chłodno mówiło się o "Wszyscy wiedzą" (Everybody Knows) Asghara Farhadiego. Laureat Złotej Palmy za "Klienta" (2016), który tym razem zmienił irańską perspektywę i filmowy świat na europejską, nie porwał publiczności pomimo obsadzenia w swoim filmie hiszpańskich gwiazd: Penelope Cruz i Javiera Bardema.

Raczej podobała się także "Księga obrazów" (The Image Book) Jeana-Luca Godarda. Choć nie jest faworytką wyścigu - nie licząc pozycji w rankingu "Screen Daily" - produkcja o wojnie, złożona z licznych urywków różnych dzieł zebrała dość dobre recenzje. Pozytywnie pisano także o "BlacKkKlansman" Spike'a Lee, obrazie o czarnoskórym policjancie Ronie, który sposobem wnika do Ku Klux Klanu.

W Konkursie Głównym pokazywane były prócz tego m.in. koprodukowana przez Polaków "Ayka" Siergieja Dworcewoja, "'Yommedine'' Abu Bakr Shawky'ego, "The Wild Pear Tree" Nuriego Bilge Ceylana, "At War" Stephane Brize oraz "Knife+Heart" Yanna Gonzaleza.

W jury Konkursu w tym roku znaleźli się: Cate Blanchett (przewodnicząca) Kristen Stewart, Lea Seydoux, Ava DuVernay, Andriej Zwiagincew, Denis Villeneuve, Chang Chen, Robert Guediguian i Khadja Nin.