Szef polskiego rządu mówił na dzisiejszym spotkaniu z mieszkańcami Radomia m.in. o historii miasta, które - jego zdaniem - jest "charakterystyczne dla wielkiej polskiej historii", ale także charakterystyczne "z punktu widzenia tego, jak można było lepiej poprowadzić zmiany, w sposób bardziej zrównoważony, tak, żeby ludzie we wszystkich zakątkach Polski, również w tych, które są poza wielkimi metropoliami, mogli odczuć owoce wzrostu, mogli czuć się obywatelami Rzeczpospolitej pierwszej kategorii".

Według Morawieckiego, w okresie III RP, Radom padł ofiarą "mitu neoliberalnego o deindustrializacji, o tym, że już teraz przemysł się nie liczy". "Właśnie tutaj bankrutowały zakłady, wielkie zakłady" - wskazał premier.

Jak mówił, Radom i ziemia radomska straciły na reformach III RP m.in. ze względu na utratę po 1998 r. rangi stolicy województwa, a także na "mitach neoliberalnych".

Tutaj następował odpływ ludzi, nie było dobrych połączeń komunikacyjnych, padały zakłady pracy, przemysł miał się już więcej nie liczyć, liczyły się już tylko usługi

- dodał szef rządu.

Jak podkreślił, w odpowiedzi na te bolączki obóz rządzący chce "mówić o przyszłości" i o tym, co chce zrobić dla Radomia, "kierując się bardzo dobrymi 8 latami, gdzie prezydentem był (Andrzej) Kosztowniak, który bardzo dużo dobrego zrobił".    

Jak zaznaczył:

Nie jesteśmy nastawieni na zwijanie Polski, tylko na zrównoważony rozwój i na rozwijanie Polski. Chcemy go zaznaczyć w bardzo wielu obszarach: usług publicznych, takich jak szpitale, służba zdrowia, jak rolnictwo, ważne na tych terenach, jak wsparcie przemysłu

W jego ocenie, rząd PO-PSL "zwijał Polskę w wielu wymiarach". Jednym z nich - jak powiedział - było bezpieczeństwo.

Z 817 posterunków policji, które były dziesięć lat temu, PO-PSL zamknęło 417 placówek. My odtwarzamy te placówki 

- oświadczył Morawiecki. Zapewnił, że w ciągu najbliższych lat rząd "odbuduje co najmniej 200-250 posterunków policji".

Premier podkreślił też, że PiS chce "odtworzyć" służbę zdrowia.

Odtwarzamy tkankę lekarską, która została zwinięta na skutek ogromnych błędów 

- powiedział.

Zauważył, że na obecną kondycję polskiej służby zdrowia wpływ miała też emigracja zarobkowa młodych lekarzy. Zwrócił uwagę, że koszt wykształcenia jednego specjalisty to "ok. 1 mln złotych".

Czyli średnio to jest tak, jakby Polska zapłaciła te pieniądze Wielkiej Brytanii czy Szwecji

- oświadczył szef rządu.