Jak się okazuje sprawa Julii i Pawła Pawlaków jest jednak znacznie bardziej złożona niż mogłoby się to wydawać na pierwszy rzut oka. W postępowaniu bronią ich prawnicy Ordo Iuris, którzy podkreślają, że jest to kolejny przypadek, gdy rodzinie wielodzietnej grozi rozbicie z powodu błędnych decyzji urzędników GOPS.

Zacznijmy jednak od początku. Wszystko zaczęło się w 2016 roku, gdy spłonęła część zamieszkiwanego przez rodzinę Pawlaków domu. Jak się okazuje, dzięki wsparciu sąsiadów i innych darczyńców, dom udało się odbudować. Wydawało się, że rodzina najgorsze ma już za sobą, jednak, gdy gdy małżeństwo zwróciło się o pomoc materialną do GOPS, okazało się, że... dom został wybudowany bez wymaganych przez prawo budowlane pozwoleń. To spostrzeżenie uruchomiło całą machinę proceduralną a w konsekwencji, jak podkreślają prawnicy Ordo Iuris było przyczyną złożenia wniosku do sądu o wgląd w sytuację rodzinną.

W uzasadnieniu pracownicy pomocy społecznej wskazali, że budynek zamieszkiwany przez rodzinę stanowi samowolę budowlaną, w związku z tym istnieje prawdopodobieństwo, że ma wadliwą konstrukcję i może zagrażać bezpieczeństwu dzieci. O pomocy rodzinie nie było już mowy. Na tym się jednak nie skończyło, gdyż w następnej kolejności urzędnicy skierowali wniosek o odebranie Julii i Pawłowi Pawlakom dzieci i ograniczenie ich praw rodzicielskich.

- Doszło do całkowicie niezrozumiałego z punktu widzenia prawa zastosowania regulacji z zakresu prawa budowlanego do postępowania dotyczącego władzy rodzicielskiej. Jeśli dom, w którym mieszka rodzina, został wybudowany z naruszeniem przepisów wskazanych w ustawie Prawo budowlane, to właściwe jest postępowanie administracyjne zmierzające do legalizacji budynku postawionego z naruszeniem przepisów prawa. Próba ograniczania z tej przyczyny władzy rodzicielskiej nie znajduje żadnego racjonalnego uzasadnienia. Tym bardziej dziwi wskazanie tego zarzutu jako przyczynę ograniczenia władzy rodzicielskiej, że pracownicy GOPS zdecydowali się o tym powiadomić sąd dopiero po tym jak budynek był już ukończony, choć taką informację posiadali już wcześniej – wskazują prawnicy Ordo Iuris.

Zarzut samowoli budowlanej nie był jednak jedynym problemem rodziny z Tucznej. Kolejnym problemem okazała się... edukacja domowa. Rodzicom zarzucono izolowanie dzieci od społeczeństwa wskazując m.in. na rzekomo niewystarczające relacje sąsiedzkie oraz nieposyłanie dzieci do przedszkola.

- Nie istnieje żaden przymus spotykania się z osobami, które mieszkają w sąsiedztwie. Ponadto należy zauważyć, że tylko najstarsza, sześcioletnia córka państwa Pawlaków jest objęta obowiązkiem przedszkolnym. W stosunku zaś do niej rodzice podjęli decyzję o edukacji domowej, co od 1991 roku stanowi rozwiązanie dopuszczalne w polskim systemie prawnym – wyjaśnia mec. Magdalena Majkowska, reprezentująca rodzinę.

Dziewczynka obecnie jest uczennicą klasy zerowej Szkoły Podstawowej w Tucznej.

Kolejny termin rozprawy został wyznaczony na 22 czerwca 2018 r. Sprawie będziemy się bacznie przyglądać.