Na dzieło Konstytucji 3 Maja patrzeć można rzeczywiście pod różnymi kątami – porządkować fakty idąc za biegiem wydarzeń, przypominać jak burzliwy był sam ten dzień, ile krzyku było w salach zamkowych, jakie obcesowe okoliczności towarzyszyły uchwalaniu aktu (w tym terrorystyczne działania Suchorzewskiego, który groził posłom zabiciem własnego dziecka, gdyby uchwalili ustawę zasadniczą); rozpatrywać samą treść, poczynając od kwestii związanych z wiarą po punkty dotyczące zniesienia liberum veto czy swobód mieszczańskich; wreszcie oglądowi poddać wszystkie reperkusje, zdradę targowicką, działania carycy Katarzyny i wojnę rosyjsko-targowicko–polską. A przecież na Konstytucję Majową spojrzeć można także, jak na zdarzenie z historii polskiego ducha i świata wartości. Bo nie ulega kwestii, iż poza bezpośrednim efektem politycznym – jest ona jednym z tych kamieni milowych stawianych przez naszych antenatów na przestrzeni wieków, które są dla nas (jak i dla tych pokoleń przed nami) symbolem, konstrukcją o wartości moralnej, na stosunku do której określać można rodzaj i sposób zaangażowania w sprawy ojczyste. Zaznaczyć jednak trzeba wyraźnie, iż stosunek krytyczny do konstytucji, wcale wiązać się nie musiał i nie musi, z postawą antypatriotyczną. Przywołać tu trzeba chociażby Waleriana Łukasińskiego, który wolał konstytucję Królestwa, gdyż ta w jakiś sposób dotykała sprawy włościan (Majowa tego nie robiła). A trudno chyba odmówić pobudek patriotycznych komuś takiemu, jak symboliczny więzień caratu, major Łukasiński. Inną sprawą był jednakże stosunek do ustawy zdrajców i Targowiczan, którzy krzycząc o tym, iż konstytucja łamie wolności, wraz z rosyjskimi bagnetami wkroczyli do Polski.

Narodowe zobowiązanie

Właściwie już w kilka dni po uchwaleniu Konstytucji rozpoczęła się inna jej „podróż” przez dzieje – ponadmaterialna. Oto 5 maja 1791 r. sejm postanowił, że jako wotum dziękczynne naród ufunduje i zbuduje Świątynię Bożej Opatrzności.

Projekt opracował Janusz Kubicki, a rok później dokonano uroczystego wmurowania kamienia węgielnego (budowla miała powstać na terenie dzisiejszego ogrodu botanicznego w Warszawie). Ten dzień był niezwykle uroczysty, celebrowano specjalną mszę w kościele Świętego Krzyża, przystrojono ulice, zaś samo wmurowanie odbyło się w obecności króla i abp. Michała Poniatowskiego. Ten wyraz dziękczynienia Bogu, to narodowe zobowiązanie (zrealizowane przecież dopiero w ostatnich latach z wielkim udziałem darczyńców, zwykłych Polaków) – było pierwszym, silnym akordem trwającej potem całe wieki historii duchowej wartości jaką stała się dla Polaków Konstytucja 3 Maja. Oto 3 maja roku 1798 polskie legiony wchodzą do Rzymu. Na Kapitolu przemawia Jan Henryk Dąbrowski. Nawiązując do konstytucji mówi pięknie o zwycięstwach polskiego oręża – o dziele wojennym Chłopickiego i Kniaziewicza. Mówi o bitwie pod Legnano i polskich ofiarach zmagań. I wspomina świetność dawnej Rzeczypospolitej.

Nadchodzi rok 1807. Polacy czczą rocznicę uchwalenia Konstytucji w blasku napoleońskich orłów. Czują, iż oto być może powstaje z gruzów Polska (Prusacy dopiero co zebrali srogie baty). W Ogrodzie Kraińskich w stolicy odbyła się więc specjalna, uroczysta Msza Św., pod przewodnictwem ks. bp Jana Pawła Woronicza, który wygłosił specjalną, okolicznościową homilię. W tej mszy uczestniczyło polskie wojsko, a przed szeregami polskich ułanów stał wódz – książę Józef Poniatowski. Ten sam, który płonął wstydem, gdy Stanisław August zdradzał sprawę Konstytucji i przystępował do Targowicy. W Poznaniu także uroczyście świętowano. Już 9 lipca 1807 roku miało powstać Księstwo Warszawskie.

Cały artykuł można przeczytać w tygodniku Gazeta Polska.