W ubiegły piątek o godz. 6 rano policja zabrała Zygmunta Miernika z jego mieszkania w Będzinie. Został przewieziony do więzienia w Wojkowicach. Jak podkreślała była opozycjonistka Jadwigi Chmielowska, Miernikowi „nie pokazano w zasadzie żadnego dokumentu, stwierdzającego dlaczego on został osadzony w tym więzieniu”.

CZYTAJ WIĘCEJ: Co się dzieje?! Słynny były opozycjonista zabrany do więzienia bez podania powodu

Po raz pierwszy pozwolono mu wykonać telefon dopiero wczoraj. Dziś, Miernik jeszcze raz odezwał się do przyjaciół.

Odmówiono mi przyznania adwokata z urzędu. Odmówiono mi dania jakichkolwiek zarzutów na piśmie. Nie mam żadnej informacji za co siedzę i jak długo będę siedział. Nie mam dopuszczenia ani rodziny, ani dziennikarzy. Dostałem kilka listów, za co wszystkim serdecznie dziękuję. Ale to jest tylko część korespondencji. Pozostałą część korespondencji blokują i wyrzucają

- relacjonuje rozmowie z kolegami były opozycjonista.

Miernik opowiada, że miał obietnicę wypuszczenia go dziś z więzienia, ale…

Kazali mi się spakować do wyjścia. Już byłem na magazynie, podpisywałem [odbiór swoich rzeczy]… A jednak doszło do zmiany decyzji, zawrócono mnie ale tym razem osadzono w innej celi. Nie ma w niej telewizora, ani czajnika. A więc nie tylko że nie jem [od pierwszego dnia osadzenia na znak protestu], ale już w tej chwili nie mogę sporządzić żadnych ciepłych napojów, bo nie mam jak

- wyjaśnia.

Nie mogę posiłkować się lekami, gdyż nie mam dostępu do glukometru [nie pozwolono go zabrać z domu, choć Miernik jest cukrzykiem]. Bez niego nie mogę dokonać pomiaru krwi, bez czego nie mogę zażywać insuliny czy innych leków. Dzisiaj mi przeznaczono leki, ale z kolei nie mam wody do popicia

– opisuje swój stan zdrowi Miernik i dodaje:

Fatalnie się czuję, zaczynam drętwieć. Straciłem ok. 7 kg wagi.

W rozmowie więzień zwraca uwagę, że został zatrzymany w dniu pogrzebu zięcia.

Zatrzymanie odbyło się po cichu. Na sobotę miałem zgodę na pikietę na rzecz likwidacji komunistycznych gwiazd w Dąbrowie Górniczej

- wspomina.

Na koniec Zygmunt Miernik zwraca się do sympatyków:

Nie dajcie się, bo ja się też nie daję! Szczególne pozdrowienia dla wszystkich naszych sympatyków. Dziękuję za pocztę, dziękuję za wszystko!