W ubiegły piątek o godz. 6 rano policja zabrała Zygmunta Miernika z jego mieszkania w Będzinie. Został przewieziony do więzienia w Wojkowicach. Nie pozwolono mu wziąć gleukometru, a człowiek jest chory na cukrzycę. Od razu podjął głodówkę w tym areszcie. I dzisiaj dzwonił, bo pozwolono mu skorzystać z telefonu, choć nie z jego komórki. Podał, że głoduje nadal. Że jest w monitorowanej celi i że nie pokazano mu w zasadzie żadnego dokumentu, stwierdzającego dlaczego on został osadzony w tym więzieniu

- mówi portalowi niezalezna.pl Chmielowska.

CZYTAJ WIĘCEJ: Miernik w więzieniu. Poszedł siedzieć za protest przeciw bezkarności Kiszczaka

Jak dodaje, możliwe, że chodzi o odsiadywanie kolejnej grzywny, nałożonej na Zygmunta Miernika przez sąd rejonowy. 

Przypomnę, że był proces, wytoczony manifestantom, uczestnikom pikiety pod pomnikiem „Wdzięczności Armii Sowieckiej”, który znajdował się w centrum Katowic na Placu Wolności, na końcu ulicy 3 maja. Pomnik został już usunięty. W instancji odwoławczej, uczestnicy pikiety wygrali, ale grzywny nałożone przez Sąd Rejonowy na tych uczestników wiecu chyba dalej są egzekwowane. Ale w tej chwili też nie mamy tej pewności, bo on nam tego nie potwierdził dziś. On sam nie wie dlaczego i jak długo będzie w Wojkowicach przybywał

- wskazała.


Ale siedzi od piątku, czyli dziś cały tydzień. W każdym razie jest to bardzo dziwna sprawa

- stwierdziła Jadwiga Chmielowska.