Bo strach przed utratą miejsc na wyborczych listach skłania działaczy PO do posłuszeństwa wobec Schetyny - pisze "Gazeta Polska".

– Grzegorz Schetyna to gracz, a nie lider, dlatego był świetnym sekretarzem generalnym, ale jest znacznie gorszym przewodniczącym PO. Przed wyborami samorządowymi, które PO prawdopodobnie przegra, zmiany w partii nie zajdą, bo kandydaci na radnych walczą o swoją pozycję na listach, a gracz Schetyna potrafi tę sytuację wykorzystać

– mówi „Gazecie Polskiej” Aleksander Arabadzić, doradca byłego wiceprezydenta Warszawy Jacka Wojciechowicza z PO.

Miastem, w którym doszło do konfrontacji Tuska ze Schetyną na poważnie, jest wspomniany Gdańsk.

Jak podkreśla rozmówca "Gazety Polskiej" z gdańskiej PO, Tusk, skłaniając Adamowicza do ponownego kandydowania, zademonstrował, że nie życzy sobie ingerencji Schetyny w interesy ludzi PO w swoim mateczniku. – I będzie bronił tego matecznika niczym rozwścieczona niedźwiedzica swoich dzieci. Nie licząc się z ewentualnymi negatywnymi skutkami dla partii – dodaje nasz rozmówca. Jak podkreśla, dla Tuska niekorzystne byłoby przekazywanie pełnego dostępu do wiedzy o gdańskich interesach komuś uzależnionemu od Schetyny, który mógłby tę wiedzę wykorzystać w przyszłych wewnątrzpartyjnych rozgrywkach. I utrudnić w ten sposób ewentualny powrót Tuska do krajowej polityki, gdyby był on mu nie na rękę.

Sygnałem, że układ Tuska nie godzi się na rezygnację Adamowicza, było ogłoszenie – przez aklamację – decyzji gdańskiej Rady Powiatu PO, która w październiku podjęła uchwałę wzywającą Adamowicza do kandydowania: „Biorąc pod uwagę ogromny dorobek Pawła Adamowicza jako prezydenta Gdańska, Rada Powiatu PO RP oczekuje, że w odpowiednim terminie zgłosi on swoją kandydaturę na to samo stanowisko w zbliżających się wyborach samorządowych (…). Wyrażamy uzasadnione przekonanie, że kandydatura ta spotka się z gremialnym poparciem nie tylko członków PO”. W radzie tej zasiadają m.in. Bogdan Borusewicz i Jerzy Borowczak.

W Gdańsku radni PO nie muszą aż tak bardzo jak gdzie indziej obawiać się gniewu Schetyny, bo Adamowicz może wziąć ich na własną listę, co już zapowiedział. Według rozmówcy "Gazety Polskiej" na listę tę trafić może nawet większość dotychczasowych radnych PO. A to, dzięki ich znanym lokalnie nazwiskom, oznaczałoby kolejne osłabienie PO.