W „Kobietach mafii” powraca Pan do swojej ulubionej tematyki…

Już po pierwszych pokazach testowych ludzie byli zaskoczeni tym filmem, ponieważ po raz pierwszy zająłem się miłością. Myślę, że nikt jej  w taki sposób nie pokazał. W filmie znajdują się też te wszystkie elementy, na które czekali moi stali widzowie. Mam też nadziejęm że pozyskam nim żeńską widownię. Teraz będę robił głównie filmy o kobietach. Co roku, w lutym, po walentynkach, będzie się ukazywać kolejna część „Kobiet mafii”. To ma być trylogia. Zamierzam też zrobić film o kobietach w sądownictwie i o tych uzależnionych od seksu, zakupów i pracy. Dla mnie najbardziej fascynujące jest opowiadanie o kobietach funkcjonujących w męskim, niedostępnym świecie. Panie w naszym kraju są dyskryminowane praktycznie we wszystkich dziedzinach życia. To powinno się zmienić. Uważam, że stawianie na silne, pełnokrwiste bohaterki pozwala odczarowywać ich stereotypowe postrzeganie.

Po raz kolejny wyciąga Pan na światło dzienne prawdziwe historie. Jak tym razem wyglądały Pana „kontakty” z gangsterami?

Po „Pitbullu. Nowych Porządkach” zgłosił się do mnie gangster z grupy mokotowskiej, który miał pretensje o to, jak został tam pokazany. Po pewnym czasie przyszedł ponownie i stwierdził, że nie będzie się mścił, tylko moglibyśmy razem napisać scenariusz. Początkowo podszedłem do tego z dystansem… On przystąpił do spisywania historii swojego życia. Wkrótce okazało się, że jest wymarzonym scenarzystą. Siedząc w jednoosobowej celi, miał mnóstwo czasu. Po kilku miesiącach w moje ręce trafił tekst, który był ultrarealistycznym zapisem zbrodni, napadów, przestępstw i zabójstw. Znalazły się tam kapitalne dialogi i mnóstwo unikalnych szczegółów. Powiedziałem mu wtedy, że chciałbym zobaczyć te historie z perspektywy kobiet. On dał mi namiary na swoją żonę, ona skontaktowała mnie ze swoimi koleżankami, kochankami gangsterów. Własnymi kanałami dotarłem jeszcze do wielu innych kobiet. W wyniku kompilacji tych wszystkich opowieści kilkunastu kobiet powstał scenariusz. W ocenie ekipy i aktorów to najlepszy tekst, jaki do tej pory sfilmowałem.

Podczas naszej ostatniej rozmowy, po premierze „Botoksu”, mówił Pan, że teraz chce już robić filmy „po coś”. I rzeczywiście Pana ostatni obraz wywołał niemałe poruszenie i konsternację w mainstreamie. Jak Pan to odbiera?

Jestem zachwycony sytuacjami takimi jak ta opowiedziana przez znajomą lekarkę. Powiedziała mi, że lekarze, którzy wcześniej wyśmiewali się z żywych płodów w miskach w swoim szpitalu, po zobaczeniu „Botoksu” zaczęli piętnować takie zachowania. Wtedy doszedłem do wniosku, że jednak było warto. Świat stał się lepszy. „Kobiety mafii” to ino czysto rozrywkowe, jednak nie rezygnuję z tematów ważnych społecznie.

NIE PRZEGAP: Całą rozmowę z Patrykiem Vegą można przeczytać w bieżącym wydaniu tygodnika „Gazeta Polska”.