Otóż „mój” sklep od marca w soboty będzie otwarty do północy. Nie oznacza to również, że niedziela dla pracownika będzie wolna. Pracodawca na niedzielę bowiem, dokładnie na godz. 14, wyznaczył wykładanie towaru na półki i rozładunek tirów. Zdaniem kasjerki w sklepie było lepiej, gdy sklep otwierano w niedzielę. Można więc podsumować, że chcieliśmy dobrze, a wyszło jak zwykle. Wychodzi bowiem na to, że wiekopomną zmianą zafundowaliśmy pracownikom pół dnia wolnego i nocną pracę w sobotę. Przedsiębiorcy szybko przystosowali się do nowych warunków i jak zwykle pracownicy nie mają nic do powiedzenia. Jakoś nie widać też, żeby „wolnymi sobotami” przejmował się sam dyskont. Właśnie buduje kolejny sklep sieci. Czwarty w mojej okolicy.