Odgłosy strzałów z broni automatycznej i wybuchów nie ustają od kilku godzin, choć zdaniem świadków są coraz słabsze - poinformowała agencja Reutera, która także podała, że atak rozpoczął się o godz. 5.30 czasu lokalnego (godz. 1.30 w Polsce).

Służba bezpieczeństwa Afganistanu utrzymuje, że w ataku uczestniczy czterech napastników.

Rannych jest trzech afgańskich żołnierzy. Napastnicy są w okrążeniu. Zewsząd otaczają ich komandosi ze służb specjalnych

 - poinformował agencję AFP przedstawiciel służby bezpieczeństwa o godz. 8.30 czasu lokalnego (godz. 4.30 w Polsce).

To, że dziś doszło do ataku na akademię im. Mohammada Kasima Fahima, zwanego "Marszałkiem Fahimem", potwierdził też rzecznik kabulskiej policji Baszir Mudżahid.

W ocenie Szaha Haussaina Murtazawiego, rzecznika prezydenta Afganistanu, napastnicy zostali zatrzymani już przy pierwszym posterunku i tam są aktualnie zablokowani przez okrążające ich siły.

Żadne ugrupowanie nie przypisało sobie na razie autorstwa zamachu. Prawdopodobnie stoją za nim talibowie, którzy odpowiadają za dwa niedawne ataki.

W sobotę w Kabulu doszło do potężnej eksplozji ambulansu wyładowanego materiałami wybuchowymi. Miało to miejsce w dzielnicy, w której mieszczą się zagraniczne ambasady i budynki rządowe, m.in. dawna siedziba ministerstwa spraw wewnętrznych. Zginęło 95 osób, a 158 odniosło obrażenia.

Ładunek wybuchowy był ukryty w karetce pogotowia. Eksplodował, gdy ambulans podjechał pod policyjny punkt kontrolny. Rzecznik talibów Zabihullah Mudżahid poinformował, że ataku dokonał jego ruch.

W sobotę 20 stycznia także w Kabulu doszło do ataku na hotel Intercontinental, w którym zginęło 40 osób. Wśród zabitych było 25 Afgańczyków i 15 cudzoziemców, w tym czterech Amerykanów.

Akademia wojskowa im. Mohammada K. Fahima położona jest w północno-zachodniej części Kabulu. Jest najbardziej prestiżową uczelnią wojskową kraju. Często określana jest jako "Sandhurst na piaskach", co stanowi aluzję do Królewskiej Akademii Wojskowej w Sandhurst w Wielkiej Brytanii.