Sędzia Sądu Najwyższego pozwał wydawcę oraz redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej” urażony opinią publikowaną w dzienniku z 2014 r. komentującą ujawnienie przez Telewizję Republika nagrań rozmów oraz esemesów między tym sędzią i Bogusławem M.- jego kolegą z NSA w stanie spoczynku. Treść materiałów śledczych wskazuje, że Bogusław M. prosił Pietrzkowskiego o pomoc w napisaniu skutecznej skargi kasacyjnej.

Aferę wykrytą przez CBA ujawniła w 2012 „Gazeta Polska”. W sprawie uruchomiono śledztwo, w którym sędzia Pietrzkowski zeznawał jako świadek. Prokuratura najpierw umorzyła je a od 2016 r. wznowiła i dotąd je prowadzi.

Co ciekawe w tekście „Rzeczpospolitej”, którego dotyczy pozew nie pada sformułowanie, by sędzia popełnił przestępstwo. Przeciwnie, autor to niemal wyklucza. Jednak sędziemu najwyraźniej nie spodobało się, że dziennikarz zastanawiał się w publikacji nad kategorią prawną przestępstwa, do którego mogło dojść w sprawie.

Wyrok nakazuje przeprosić sędziego Pietrzkowskiego za zawarcie w tekście „sugestii o możliwych intencjach sędziego do zachowania przestępczego”. Sędzia Pogorzelska wyliczyła 4 formy przeprosin, jakie ma uzyskać Pietrzkowski od pozwanych. Wydawca ma zamieścić przeprosiny w wydaniu papierowym gazety a jej portal ma przez cztery miesiące krzyczeć tekstem o tym, jak sędzia został niesłusznie spostponowany. Taką samą formę przeprosin ma uzyskać prawnik ze strony redaktora naczelnego.

- Pozwane strony dopuściły do bezprawnej publikacji tekstu, który narusza dobre imię i cześć sędziego - uznała sędzia Pogorzelska. - Sugerowanie, że sędzia SN mógł popełnić przestępstwo, jest przekroczeniem – kontynuowała. -Trudno też wskazać uzasadniony cel społeczny, jaki miałby stać za publikacją na temat udziału powoda w sprawie – mówiła sędzia Pogorzelska.

Co więcej, sędzia uznała także, że w tekście jest mowa o Henryku P., co miało stygmatyzować sędziego Pietrzkowskiego jako przestępcę a nie chronić jego anonimowość.

Z kolei w mowie końcowej procesu red. naczelny „Rzeczpospolitej” Bogusław Chrabota podkreślił, że cała sprawa ma charakter precedensowy i wskazywał, że tu chodzi o granice wolności słowa.

- To sprawa o granice wolności słowa. Wyrok w tej sprawie będzie lekcją dla przyszłych pokoleń – mówił sugerując, że wygrana sędziego w procesie, będzie poważnym ograniczeniem wolności prasy.

 

Oświadczenie

Maciej Marosz, autor książki „Resortowe togi”, przeprasza mec. Jerzego Naumanna w związku z błędnym umieszczeniem nazwiska adwokata we fragmencie opracowania dotyczącym sędziego Anatola Derkacza. W efekcie w książce pada niezgodna z prawdą sugestia, jakoby mec. Jerzy Naumann był sędzią w okresie stalinowskim i późniejszych latach PRL.