Ige został poinformowany przez hawajską agencję zarządzania kryzysowego (HI-EMA) o fałszywym alarmie dwie minuty po jego wydaniu - przekazał "Honolulu Star Advertiser". Przez kolejne 15 minut nie odwołał go jednak za pośrednictwem mediów społecznościowych.

CZYTAJ TEŻ: Wysłali komunikat o ataku rakietowym...przez pomyłkę

Gubernator przyznał wczoraj, że jego późna reakcja spowodowana była tym, iż nie mógł przypomnieć sobie swoich danych potrzebnych do logowania na Twittera.

Muszę przyznać, że nie znam loginu oraz hasła do mojego konta na Twitterze

- stwierdził Ige, cytowany przez "Honolulu Star Adveriser". Polityk zaznaczył, że po incydencie zapisał dane do logowania na smartfonie, by uniknąć kolejnej takiej pomyłki.

Jak zaznacza BBC, po odwołaniu alarmu na Twittera biurze Ige "zajęło jeszcze kilka minut", aby poinformować o fałszywym komunikacie za pośrednictwem Facebooka. Gubernator Hawajów nie wspomniał jednak, czy on i jego współpracownicy mieli trudności z zalogowaniem się na portal społecznościowy.

13 stycznia o 8.07 rano do wszystkich mieszkańców Hawajów wysłano wiadomość o "zbliżającym się zagrożeniu" oraz nakazano udanie się do najbliższego schronu. "To nie są ćwiczenia" - podkreślono. Komunikat ten, przesłany przez władze na telefony komórkowe mieszkańców, wywołał panikę; oficjalne dementi pojawiło się krótko później.

Według hawajskich władz fałszywy alarm rakietowy spowodował jeden z pracowników stanowych, który "nacisnął niewłaściwy przycisk".

Jak podał z kolei "The Washington Post", winny nadania fałszywego alarmu jest system komputerowy wykorzystywany do obsługi tego rodzaju komunikatów, a konkretniej - jego źle zaprojektowany interfejs użytkownika. Zdaniem gazety, oprogramowanie zaprojektowane jest w taki sposób, że bardzo łatwo o pomyłkę użytkownika.

System ostrzegania z czasów zimnej wojny przywrócono na Hawajach ze względu na groźbę ataku nuklearnego ze strony Korei Północnej.