Gośćmi Katarzyny Gójskiej, która dziś – w zastępstwie Tomasz Sakiewicza – poprowadziła program "Polityczna Kawa" na antenie Telewizji Republika byli: Ryszard Czarnecki, eurodeputowany PiS, Bogusław Liberadzki, zastępca przewodniczącego PE, europoseł SLD, oraz publicysta Marek Król.

Jednym z tematów było ewentualne uruchomienie artykułu 7 wobec Polski. Przypomnijmy, że w wyniku wprowadzenia w życie tych przepisów kraj członkowski może zostać objęty sankcjami. Dotychczas KE, która ma możliwość uruchomienia tego artykułu, nie zdecydowała się go użyć. Prawo unijne przewiduje, że procedurę mogą zainicjować Parlament Europejski lub 1/3 państw członkowskich.

Decyzję o tym, że wystąpiło wyraźne ryzyko poważnego naruszenia wartości UE podejmują państwa członkowskie większością czterech piątych głosów po uzyskaniu uprzednio zgody Parlamentu Europejskiego. Aby dany kraj mógł zostać objęty sankcjami, w tym zawieszeniem prawa do głosowania na forum UE, musi to jednomyślnie zaaprobować szczyt unijny.

Nie ma szansy na jednomyślność, żeby były sankcje. Ale to wszystko nie przynosi chwały. Wizyta premiera – tam trzeba się uśmiechać wymieniać serdeczności. Trzeba zyskać osobiste wyczucie, kto to jest jako osoba – od kanclerz Niemiec, aż po premiera Malty. Mogą się tam polubić, to jest kategoria. Na początku trzeba się dowiedzieć kto to jest, to tak funkcjonuje. Morawiecki jest tam po raz pierwszy w tym charakterze, ale nie po raz pierwszy w ogóle

– ocenił Liberadzki.

W środę, 20 grudnia, będzie posiedzenie KE, która może zwrócić się o uruchomienie art. 7, ale sankcji nie będzie. Nawet Timmermans mówił, że myślał, iż zgromadzi 22 państwa, które byłyby potrzebne, żeby przegłosować. Ale raczej przeciwnicy Polski nie zbiorą 2/3, żeby ten artykuł uruchomić. Myślę, że bardziej chodzi o gonienie króliczka niż o jego złapanie. Chodzi o to, by szkodzić na arenie międzynarodowej

– stwierdził Ryszard Czarnecki.