Na samym początku wygłoszonej homilii metropolita krakowski odwołał się do fragmentu odczytanej wcześniej Ewangelii św. Łukasza, mówiącego o tym, jak Jezus spotyka trędowatych. Abp Jędraszewski wyjaśnił, że zgodnie z panującymi wtedy zasadami, tak ciężko chorzy ludzie nie mieli prawa zbliżać się do zdrowych i właśnie dlatego z daleka wołali do Jezusa, aby się nad nimi ulitował. On natomiast powiedział im: „Idźcie do kapłanów, pokażcie się im".

To kapłani mieli obowiązek stwierdzić ewentualne uzdrowienie z tej przerażającej wówczas choroby. I poszli, ale tylko jeden z tych uzdrowionych wrócił i chwalił Boga donośnym głosem, u stóp Chrystusa padł na twarz i dziękował Mu. A Pan Jezus powiedział do niego: „Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła” 
– opowiadał arcybiskup.

Zastanawiał się też, czy to polecenie Jezusa było sugestią, aby uzdrowiony szedł za Nim już jako ten, który wierzy w to, że Jezus jest Synem Bożym i Odkupicielem świata, jako Jego uczeń, który bierze swój krzyż i podąża za Nim. 

Ma iść nową drogą zbawienia, jako uczeń, gotowy dać Ojcu swoim posłuszeństwem najwyższe świadectwo miłości zbawczej. Możemy zapytać równocześnie, dlaczego tylko on wrócił, chwalił Boga i upadł Chrystusowi do stóp? Dlaczego nie uczynili tego inni? 
– dopytywał.

Jak dodał, odpowiedzią na to może być krótkie polecenie, które Jezus dał trędowatym, aby poszli i pokazali się kapłanom. 

Cud uzdrowienia nie nastąpił od razu. On nastąpił dopiero, kiedy trędowaci zgodnie z poleceniem Chrystusa szli ku kapłanom. Często bowiem bywa tak, że Boga prosimy o wiele łask. One nie od razu mają miejsce. Pan Bóg okazuje swoje miłosierdzie po jakimś czasie, ale wtedy ludziom często wydaje się, że to, co się później zdarzyło, zgodnie z ich życzeniem, stało się przypadkiem albo wskutek nowych okoliczności. Jakby nie dostrzegali, że za tym wszystkim kryje się spełnienie ich prośby dzięki Bożemu miłosierdziu. Już nie wracają do Boga, już nie dostrzegają tego, że to On uczynił im wielkie rzeczy, już nie pamiętają, że Boga prosili o łaskę dla siebie 
– przyznał.

Zaznaczył przy tym, że z przytoczonej Ewangelii płynie do nas gorzkie pytanie Jezusa, gdzie jest dziewięciu, którzy również zostali oczyszczeni. 

Pytanie, które po wiekach pozostaje dla nas zapewne także wielkim zarzutem za niewdzięczność, za brak pamięci o Bogu, który ciągle okazuje, że jest naszym dobrym Ojcem, za zwątpienie w Jego bożą opatrzność 
– stwierdził.

Przekonywał też, że pod tym względem niezrównanym wzorem pozostaje dla nas Najświętsza Maryja Panna.
 
Dzięki swemu słowu przyzwolenia zaczął się w Niej cud wcielenia. I biegnie do swojej krewnej Elżbiety, a ta wita Ją jako Matkę swego Pana. Wita i błogosławi, bo uwierzyła w to, co się w Niej zaczęło dziać dzięki woli Najwyższego. A Matka Najświętsza, Przeczysta Dziewica wyśpiewuje swoje Magnificat. Nie sobie przypisuje to wielkie wywyższenie, jakie stało się Jej udziałem. Boga wysławia za cuda, które czyni w sercach tych wszystkich, którzy Mu zawierzyli 
– przypomniał abp Jędraszewski.

Dodał, że Najświętsza Maryja Panna staje przed nami w sposób szczególny właśnie w tym momencie, kiedy odnaleziono cudowny, czczony przez wieki w Tyńcu obraz, później zagubiony i zapomniany. 

Naraz odzyskujemy Jej obecność w znaku obrazu, który tutaj zawitał w pierwszej połowie XVII wieku i od samego początku cieszył się szczególnym kultem, szczególną czcią, a zatem także wdzięcznością ludzi, którzy tutaj doznawali bożych łask za Jej wstawiennictwem i za to wstawiennictwo Jej dziękowali. Wraca ten obraz odzyskany z dalekiej niepamięci ludzkiej właśnie w tym 2017 roku, kiedy obchodzimy w Polsce 140. rocznicę objawień w Gietrzwałdzie i setną rocznicę objawień w Fatimie 
– przypomniał.

Zaznaczył też, że obraz ten jest nawiązaniem do innego słynnego obrazu „Salus Populi Romani” (wł. Ocalenie Ludu Rzymskiego), czczonego w Rzymie od wieków. 

Przecież objawienia w Gietrzwałdzie i w Fatimie to objawienia Matki Bożej, która jawi się jako ocalenie ludu całego świata. Chce być z tym ludem i chce jemu pokazywać drogi zbawienia i ocalenia 
– zauważył metropolita.

Zastanawiał się też czy Maryja wracając do wiernych w tak znaczącym roku chciała, żeby ludzie znowu przychodzili do tej świątyni i poprzez jej matczyne wstawiennictwo wypraszali u Boga łaski dla siebie i dla innych. 

Czyżby chciała stać się znowu ocaleniem dla wiernego ludu, który w Niej będzie widział swoją Matkę, Pocieszycielkę, Wspomożycielkę, Nadzieję? Jest wielkim pragnieniem wszystkich nas, by tak właśnie się działo, aby Jej kult stał się znowu bardzo żywotny, aby to miejsce naznaczone Jej obecnością przyciągało wiernych, ufnych w Jej pomoc i wsparcie 
– przekonywał.

Razem z wiernymi prosił Boga o to, aby ludzie, którzy będą tam przychodzili, by modlić się do Maryi przed tym obrazem, pamiętali, że jeśli uzyskają łaskę, to powinni za nią podziękować Bogu i tym samym „znaleźć się na szlaku tego jedynego spośród dziesięciu trędowatych człowieka, który przyszedł i padł Jezusowi do stóp”. 

Wtedy na nowo będzie można z całą wyrazistością usłyszeć słowa Chrystusa: „Wstań, twoja wiara cię uzdrowiła”. Uzdrowiła cię twoja wiara za przyczyną Matki Najświętszej 
– zakończył.

Jak poinformował brat dr hab. Michał Gronowski, kustosz muzeum w Tyńcu, obraz o wymiarach 117 na 141 cm został ufundowany w pierwszej połowie XVII w. Przedstawia wizerunek Matki Bożej z Dzieciątkiem w układzie wyraźnie nawiązującym do Matki Bożej Śnieżnej – „Salus Populi Romani” – wizerunku znajdującego się Bazylice Matki Bożej Większej w Rzymie, z kilkoma jednak detalami różniącymi.

Obraz przez wieki znajdował się w Kaplicy Ciemnej tynieckiego kościoła. W tym czasie przykrywała go ozdobna srebrna sukienka. W przeciągu wieków wraz z upadkiem klasztoru niszczał i popadał w zapomnienie także cudowny obraz.

Dotąd uważano, że po kasacie opactwa w 1816 r. obraz został wywieziony, ewentualnie mógł zostać skradziony bądź uległ zniszczeniu. Okazało się jednak, że dzieło mogło jednak pozostać w Kaplicy Ciemnej. Zapewne na początku XIX w. zdjęto z wizerunku sukienkę, potem kilkakrotnie go przemalowywano, aż zatracił pierwotną formę.

Benedyktyni, którzy wrócili do Tyńca w 1939 r. urządzili w Kaplicy Ciemnej kaplicę Najświętszego Sakramentu, a sam obraz, zniszczony i nierozpoznany, przeniesiono razem z innymi elementami dawnego wystroju kościoła do magazynu urządzonego na strychu nad kaplicą św. Benedykta.

Podczas inwentaryzacji prowadzonych w 1994 i 2015 r. nie zwrócono na niego uwagi. Dopiero w 2016 r. zupełnie przypadkowo natrafiono na stare zdjęcia dzieła, na podstawie których udało się go rozpoznać. Jak podkreślają benedyktyni, rozpoznanie konserwatorskie pozwala przyjąć, że odnaleziony na strychu, przemalowany obraz Matki Bożej jest tożsamy z opisywanym w archiwalnych inwentarzach cudownym obrazem, otaczanym kultem w Kaplicy Ciemnej od XVII w.

Zdjęcia w galerii: Archidiecezja Krakowska
​​​​​​​Źródło tekstu: Archidiecezji Krakowska