Pisał we wspomnieniach ppor. Bronisław Wojciechowski 

A zwycięstwo było nam w tym dniu pisane. Zwiastowało nam o tem nasze przeczucie własne, tajemne. Zwiastowały działa nasze, które grzmiały jakoś więcej tryumfalnie, niż dni ubiegłych. Zwiastowały dzwony zwycięstwo co biły w kościele pobliskim, gdzie przed godziną ksiądz z monstrancją błogosławił nas, jadących na bój śmiertelny. Klęczeli wieśniacy przed chatami błagając Pana Zastępów o zwycięstwo dla braci, szlochały kobiety, wyciągające ręce ku niebiosom i żegnając nas pobożnem <Boże błogosław>, kiedyśmy w pędzie już bitewnym gnali za wrogiem. 

 

Bitwa kawaleryjska trwała cały dzień. Kronikarz tego boju, rotmistrz Kornel Krzeczunowicz, napisał:

Owego dnia Dywizja Jazdy miała iść jako boczne ubezpieczenie 13 Dywizji Piechoty, w kierunku północnym na Cześniki. Już o godzinie 7 natyka się swoim pierwszym rzutem na oddziały armii konnej u zachodniego krańca bagien komarowskich we wsi Wolica Śniatycka i w ten sposób dochodzi na wyżynie na północ od linii bagien do największego w XX wieku, całodziennego boju konnego i śmiem twierdzić – największego od 1813 roku. Takiego boju nie było przez następne 107 lat.

 

O ostatecznym zwycięstwie zadecydowała szarża oddziału rotmistrza Kornela Krzeczunowicza z 8 Pułku Ułanów. Żołnierze wręcz wbili się w szeregi przeciwnika. Zdobyli m.in. samochód samego Budionnego. O szarży napisał dowódca 1 Dywizji Jazdy w rozkazie z 13 maja 1921 r. płk Juliusz Rómmel:

Na koniec jedna z najświetniejszych szarż z całej wojny polskiej, szarża 8-go pułku ułanów pod dowództwem nieustraszonego rotmistrza Krzeczunowicza, która ostatecznie zdecydowała los całej bitwy.

Sowiecka kawaleria została całkowicie rozgromiona. Nigdy nie odzyskała już sił, a w październiku została rozwiązana z powodu szerzącego się w jej szeregach bandytyzmu.