Pod koniec lipca resort sprawa zagranicznych, jako organ nadzorujący, zwrócił się o wyjaśnienia m.in. dlaczego na profilu Fundacji na Facebooku „umieszczane są informacje nawołujące do nielegalnych działań, takich jak zachęcanie do niewywiązywania się z obowiązku uiszczania podatków, czy ataki personalne wymierzone w konkretne osoby”.

Wcześniej z wnioskiem o wszczęcie kontroli w sprawie działań Fundacji Otwarty Dialog wystąpił do szefa MSZ minister koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński.

Szef Rady Fundacji Otwarty Dialog - Bartosz Kramek, o którym głośno było ostatnio w mediach - w piśmie skierowanym do MSZ 4 sierpnia stwierdził m.in., że Fundacja nie ma zamiaru niczego usuwać, ponieważ w jej ocenie na profilu „nigdy nie pojawiały się wezwania do nielegalnych działań, ani ataki personalne”. Zwrócił się w związku z tym o doprecyzowanie kwestii ataków personalnych, o których mowa w piśmie MSZ.

Internauci zastanawiają się nad mocodawcami Kramka. Jedni piszą, że ślady mogą wieść na Krym, inni, że do Berlina. Głos w sprawie zabrał sam główny zainteresowany. Jego odpowiedź zadziwiła niejednego. Rozmowa toczyła się pod jednym z jego wpisów na Facebooku.

Napisał, że muszą przygotować grunt i przygotować parę prowokacji. Wspomniał prowokację gliwicką, która była wykorzystana przez niemiecką propagandę jako główny „dowód polskich prowokacji”.

Akcja w Gliwicach w 1939 roku była oczywistym pretekstem do rozpoczęcia przez Niemcy działań wojennych przeciw Polsce – bez formalnego wypowiedzenia wojny. Tak rozpoczął się pierwszy etap II wojny światowej. Hitlerowi chodziło o to, by powstrzymać sojuszników Rzeczypospolitej od wywiązania się z zobowiązań sojuszniczych wobec Polski.

Kramek przypomina te wydarzenia i pisze, że muszą zrobić tak samo…

Początkowo zastanawiano się, czy to nie „fake”. Ale nie, to wpis z konta Bartosza Kramka na Facebooku.