O bohaterstwie Piotra Smoleńskiego mówi cała Irlandia. Mężczyzna uratował kobietę i dwójkę dzieci, których auto wpadło do rzeki Lee w Cork.

Samochód, w którym przebywała kobieta i dwójka jej kilkuletnich dzieci, był zaparkowany na nieużywanej pochylni dla statków. Matka siedziała na miejscu obok kierowcy. Dzieci wraz z psem siedziały z tyłu.

W pewnym momencie auto stoczyło się do rzeki. Któreś z dzieci prawdopodobnie przypadkowo zwolniło hamulec ręczny. Jedno z okien było otwarte, więc auto szybko nabierało wody i tonęło. Od brzegu odpychał je silny prąd.

Ojciec dzieci, również Polak, który wcześniej wszedł na chwilę do domu, zauważył tonący pojazd i przybiegł na ratunek swojej rodzinie. Wskoczył do rzeki, podpłynął do samochodu i próbował rozbić szybę.

 – Sam nie byłem w stanie im pomóc. Może uratowałbym jedną osobę, może dwie,ale nie wszystkich. Wtedy pomógł Piotr. Wszyscy zostali uratowani dzięki niemu – opowiada ojciec dzieci.

Smoleński przejeżdżał obok, gdy zauważył tonące auto i mężczyznę w wodzie. Natychmiast zatrzymał się i wskoczył do wody. 

Widziałem w środku małe dzieci, widziałem ich oczy i to, że drapią w szybę od środka. Nie myślałem, po prostu wskoczyłem – opowiadał Piotr.

Wszyscy płakali i krzyczeli, matka wołała „pomocy!” – wspominał.

Mężczyznom w dwójkę udało się wyrwać okno od strony pasażera. Smoleński wyciągnął jedno z dzieci i wyciągnął na brzeg, gdzie zajęli się nim obserwujący akcję ludzie. 35-latek wrócił po drugie dziecko. Kobietę wyciągnął mąż z pomocą innego okolicznego mieszkańca. Pies sam wypłynął na brzeg.

Mieliśmy sekundy, żeby pomóc. Zachęcałbym wszystkich, żeby robili to samo. Jeśli widzicie kogoś w tarapatach, po prostu pomóżcie - mówi Bartek Waszczewski, którego rodzina tonęła w aucie.