Już dzisiaj (23.06) w ramach Festiwalu Mozartowskiego będzie można wysłuchać słynnego „Requiem”. To jedno z najbardziej tajemniczych, ale i najbardziej rozpoznawalnych, nawet przez muzycznych laików, arcydzieło muzyki oratoryjnej poprowadzi znakomity dyrygent, Benjamin Bayl.

Mozartowskie Requiem, czyli arcydzieło kryjące się pod numerem 626 w katalogu dzieł Mozarta Ludwiga Rittera von Köchla, to jedna z najbardziej owianych tajemnicą kompozycji w historii muzyki. Ostatnie „dziecko” tego kompozytora należy do pereł kultury ale i stało się kanwą licznych legend, dość wspomnieć kinematografię, gdzie tworzenie „Requiem” przez Mozarta rozsławił film Miloša Formana „Amadeusz”. W tym nagrodzonym kilkoma Oscarami filmie reżyser przedstawił dzieje powstawania „Requiem”. W realnym życiu było jednak trochę inaczej, niż to pokazał w swoim genialnym filmie czeski reżyser. Jedno jest najważniejsze, film jak i sama jego historia rozbudziły wyobraźnię i zainteresowanie muzyka mistrza Wolfganga nawet u tych, którzy od muzyki klasycznej stronili.

Przez wiele lat, nie wiedząc, na czyj pogrzeb została zamówiona wielka msza żałobna, snuto domysły. Co więcej, nie dowiedział się tego nigdy nawet sam kompozytor. Mozart, który w tamtym czasie prowadził życie, dzisiaj nazwalibyśmy je niesportowym, mimo zamówienia i zapłaty „z góry”, nie od razu przystąpił do pracy. W pewnym sensie nie miał na to zbyt wiele czasu, bowiem równolegle tworzył opery: „Czarodziejski flet” i „Łaskawość Tytusa”. Gdy wreszcie zabrał się do komponowania mszy, podupadł na zdrowiu. Złożony chorobą, w ostatnich dniach swojego życia podyktował swojemu przyjacielowi Franzowi Xaverowi Süssmayerowi kolejne frazy „Requiem”. Między jawą a gorączkową maligną komponował w przekonaniu, że to msza żałobna za jego duszę. Umarł 4 grudnia 1791 r. mając 35 lat, w trakcie dyktowania ósmego taktu przepięknej „Lacrimosy”. Süssmayer dokończył szkice przyjaciela. Oryginalne mozartowskie frazy: „Dies Irae”, „Confutatis” czy „Tuba Mirum”, podobnie jak „Lacrimosa”, dowodzą dzisiaj geniuszu kompozytora. Natomiast demoniczne „Sanctus”, melancholijne „Benedictus” i dotykające romantycznej nuty „Agnus Dei” to już dzieło Süssmayera. Tutaj kontynuator osiągnął poziom godny jego własnego mistrza. Mierząc jakość warsztatu Süssmayera powagą i poziomem fraz, samo Agnus Dei stawia go gronie mistrzów.

My dzisiaj już znamy więcej szczegółów. Zleceniodawcą arcydzieła, co wyszło na jaw dwa lata po śmierci Mozarta, okazał się muzyczny amator, który zwykł zamawiać i przywłaszczać cudze kompozycje. Wydawał je pod swoim nazwiskiem, hrabiego Franciszka Walsegga zu Stuppacha. Jego postać była tak samo tragiczna, jak los „Requiem”. Wiele lat wcześniej zmarła nagle jego żona. „Requiem” miało być pełnym żalu wspomnieniem po ukochanej.

Dzisiaj w partiach solowych wystąpią: Anna Mikołajczyk — sopran; Elżbieta Wróblewska — mezzosopran Aleksander Kunach — tenor oraz Artur Janda — bas. Partie chóralną wykona Zespół Wokalny Warszawskiej Opery Kameralnej, a orkiestrową - Zespół Instrumentów Dawnych Warszawskiej Opery Kameralnej Musicae Antiquae Collegium Varsoviense. Partie organową realizować będzie wybitny wirtuoz i dydaktyk, Krzysztof Marosek:

Jeśli miarą popularności dzieła jest zainteresowanie słuchaczy, popyt na karty wstępu u melomanów, to mozartowskie „Requiem” jest absolutnym fenomenem


– mówi „Gazecie Polskiej Codziennie” szefowa Warszawskiej Opery Kameralnej i Festiwalu – Alicja Węgorzewska.

Opera Kameralna uczyniła tradycją obecność tego arcydzieła w kalendarzu festiwalowym, i jak widać, jego popularność trwa. Sądzę, że swoją powaga i formą wykraczającą już za granice Klasycyzmu, wręcz romantycznym przebłyskami i takową afektacją, zaskarbiało sobie serca melomanów. Sam Fryderyk Chopin był nim zachwycony do tego stopnia, że zażyczył sobie przed śmiercią, aby podczas mszy pogrzebowej w paryskim kościele La Madeleine wykonano właśnie to "Requiem"


– dodaje szefowa kameralistów.

Ale i wówczas stało się coś, co dowodzi, że nad „Requiem” wisi jakieś fatum. Władze kościelne nie godziły się na wykonanie, bowiem nie dopuszczały do koncertowania w świątyniach kobiet. Ostatecznie te zaśpiewały, ale za kotarą, niewidoczne dla tłumu. A ten był gigantyczny. Szloch publiczność niemal zagłuszył muzykę, a tysiące osób na ulicach przyległych do świątyni zablokowały ruch uliczny. Sympatia Chopina do Mozarta miała jeszcze jeden namacalny przejaw. Są to wariacje na fortepian z orkiestrą oparte na arii z „Don Giovanniego” „Là ci darem, la mano”. To po wysłuchaniu tego dzieła sam Robert Schuman powiedział o Chopinie: „Hut ab Ihr Herren, ein Genie” – "Czapki z głów Panowie, to geniusz".

Początek dzisiejszego koncertu w studiu S1 Polskiego Radia o godz. 19 – są jeszcze wolne bilety. Requiem zostanie powtórzone jeszcze 30 czerwca w kościele seminaryjnym na Krakowskim Przedmieściu.