Polscy piłkarze podejmą dziś o godz. 20.45 w Warszawie Rumunię i w razie zwycięstwa będą bardzo blisko awansu na przyszłoroczne mistrzostwa świata. Biało-czerwoni, zdecydowanie prowadzący w grupie E. Jesienią wygrali z Rumunią na wyjeździe 3:0.

Choć dziś, to właśnie Polska jest faworytem meczu w historii futbolu tak nie było. Rumunia w przeszłości uchodziła za jednego z najbardziej niewygodnych rywali biało-czerwonych, którzy wygrali z nią zaledwie sześć razy na 35 meczów (15 remisów i 14 porażek).

Kamil Grosicki, który rozegra dziś swój 50. mecz w reprezentacji Polski zapowiada, że mecz na swoim boisku jest znacznie bardziej komfortowy dla drużyny, niż wyjazdowe spotkania.

- Wiadomo, że Rumunia będzie chciała poprawić wynik z pierwszego meczu. Ale zagramy u siebie, będziemy mieć za sobą wspaniałych kibiców. Zrobimy wszystko, żeby trzy punkty zostały w Warszawie i żeby spokojnie patrzeć w przyszłość - powiedział Kamil Grosicki.

Niemiecki trener Rumunów Christoph Daum zdaje sobie sprawę, jak trudne zadanie czeka jego zespół.

- Zagramy przeciwko bardzo dobrej drużynie. Polski zespół tworzą piłkarze, którzy stanowią dużą siłę i robią różnicę na boisku. Wystarczy spojrzeć na tabelę grupy, to mówi więcej niż tysiąc słów - stwierdził Daum.

W polskiej drużynie na pewno nie zagra z powodu kartek środkowy obrońca Kamil Glik. Więcej problemów ze składem ma jednak trener Rumunów. Kontuzje wyeliminowały doświadczonych defensorów Dragosa Grigore i Cosmina Motiego, a także napastnika Denisa Alibeca.

Biało-czerwoni z dorobkiem 13 punktów zdecydowanie prowadzą po pięciu kolejkach w grupie E. Po siedem punktów mają Czarnogóra i Dania, po sześć Rumunia i Armenia, a dwa Kazachstan.