Tunezyjski terrorysta Anis Amri handlował narkotykami i był doskonale znany niemieckiej policji. Nie został aresztowany, bo mógł być informatorem policji - podają niemieckie media. Amri dokonał zamachu na jarmark bożonarodzeniowy w stolicy Niemiec. Zginęło 12 osób.

Szef MSW landu Berlin Andreas Geisel uważa, że dokonanego w grudniu przez Anisa Amriego zamachu na jarmark bożonarodzeniowy w stolicy Niemiec można było uniknąć, gdyby nie błędy popełnione wcześniej przez policję.

CZYTAJ WIĘCEJ: Zamach w Berlinie dokładnie zaplanowany

Zdaniem Geisela policja miała wystarczające dowody do aresztowania Amriego, zanim zdecydował się on na zamach. Policjanci kontrolujący rozmowy telefoniczne Tunezyjczyka wiedzieli już bowiem w listopadzie 2016 r., że zajmuje się on zawodowo handlem narkotykami, co było wystarczającym powodem do zatrzymania.

Świadczy o tym notatka sporządzona 1 listopada przez funkcjonariuszy Landowego (Berlińskiego) Urzędu Kryminalnego (LKA). Śledczy podejrzewają, że aby ukryć swój błąd, policjanci zmienili po zamachu treść dokumentu. Jest w nim mowa o handlu środkami odurzającymi w niewielkich ilościach, co miało uzasadnić brak decyzji o zatrzymaniu.

Z niepotwierdzonych informacji wynika, że Amri mógł być informatorem policji lub kandydatem na informatora. Ta okoliczność mogła być powodem tolerowania jego narkotykowych interesów.

Szef MSW Niemiec Thomas de Maiziere zapowiedział, że wszystkie okoliczności zamachu zostaną wyjaśnione.

19 grudnia 2016 r. Amri porwał ciężarówkę i po zastrzeleniu w szoferce polskiego kierowcy Łukasza Urbana wjechał nią w tłum na jarmarku bożonarodzeniowym w centrum Berlina. W zamachu zginęło łącznie 12 osób, a ponad 50 zostało rannych. Terrorystę, który zbiegł z miejsca przestępstwa, zastrzelili cztery dni później pod Mediolanem włoscy policjanci.