W śledztwie dotyczącym katastrofy smoleńskiej zeznawało kilkudziesięciu naocznych świadków ostatniej fazy lotu Tu-154M. Na podstawie zeznań można sądzić, że fala uderzeniowa była odczuwalna nawet metrów od miejsca zdarzenia, a dźwięk był słyszalny z około kilometra.

- Jeżeli chodzi o relacje świadków z miejsca zdarzenia, to na podstawie kilkudziesięciu zeznań można ustalić izochronę, zasięgu odczuwalnej fali uderzeniowej. Okazuje się, że świadkowie, którzy odczuwali falę uderzeniową znajdowali się nawet kilkaset metrów od miejsca zdarzenia. Można również wykreślić izochronę dźwiękową z zeznań tych świadków, którzy słyszeli głuchy dźwięk, jakby uderzenie gromu, i ta izochrona sięga dalej. Nawet do 1 kilometra od epicentrum katastrofy. To są wiarygodne relacje kilkudziesięciu świadków – mówił podczas wideoczatu z podkomisją Tomasz Ziemski. Jednym z kluczowych świadków śledztwa smoleńskiego jest dzisiaj Artur Wosztyl, pilot samolotu Jak-40.

 - Zaczęły dochodzić do nas bardzo niepokojące dźwięki. Trzaski, huki, one były od siebie odseparowane. Później te trzaski, huki, dudnienie zaczęły nakładać się jeden na drugi. W pewnym momencie doszedł dźwięk niszczonej konstrukcji i detonacja

– takie zeznania składał pilot Jaka-40. Nie jest on jednak jedyny. Wielu świadków wypowiadało się m.in. w filmie Anity Gargas „Anatomia upadku”. Dziennikarka dotarła do świadków, którzy nigdy nie byli przesłuchiwani przez żadną prokuraturę, ani rosyjską, ani polską. W sumie 24 osoby widziały zjawiska sugerujące, że na pokładzie Tu-154M mogło dojść do wybuchu.