Kwiecień plecień – mówi przysłowie. Minęły święta Wielkiej Nocy, a za oknem śnieg. Niektórzy znów mówią o zmianach klimatycznych, ale to raczej reakcja pogody na wydarzenia polityczne. Pewnie dlatego, że normalnie Niedziela Palmowa jest przed Wielkanocą, a w Polsce zdaje się, że jest odwrotnie. Oto kilka dni po świętach do Warszawy wjechał „król Europy”. Co prawda nie na osiołku, ale koleją, lecz jego zwolennicy i tak chcieli wołać: „Hosanna!”. Jedni chcieli koronować go na cesarza, inni odprowadzić na Golgotę. Był też i jakiś Piłat, który siedział sobie w prokuraturze i czekał na swojego świadka. Parodia i hucpa. Może i Donald Tusk jest szansą na „zbawienie” totalnej opozycji, ale „peronowa polityka” współcześnie raczej śmieszy. Co prawda Józef Piłsudski przyjechał z Magdeburga też pociągiem, ale to inny czas i innego formatu postać.