Dziedziczna monarchia komunistyczna w Korei Północnej od lat bawi się ze światem w kotka i myszkę. Dotychczas działało to tak: „budujemy bombę atomową, a brakuje nam jedzenia, więc umawiamy się ze światem, że jak przyślą nam jedzenie, to przestaniemy. Kiedy już jedzenie dotrze – zaczynamy budować bombę”.

Obecny władca Korei Północnej Kim Dzong Un wydaje się odchodzić od tego scenariusza – chyba po prostu chce mieć arsenał ładunków i rakiet, które mogą dosięgnąć Japonii czy nawet Kalifornii. Kiedy Xi Jinping, gensek Chin (de facto suzerena Korei Północnej), spożywał ciasto czekoladowe w rezydencji Donalda Trumpa na Florydzie, ten poinformował go, że właśnie wystrzelił 59 pocisków samosterujących w kierunku Syrii. Prawdopodobnie zrobiło to na Xi wrażenie, bo obiecał uspokoić ekscentrycznego Kima. Trump wyjaśnił, że darzy Xi szacunkiem. „Zobaczymy, co mu się uda zrobić. Może nie będzie w stanie pomóc… Sądzę, że się stara…”. Dodatkowe argumenty w postaci, podobno już trzech, amerykańskich lotniskowców zbliżają się do Korei, a wiceprezydent Mike Pence oświadczył w Japonii, że USA są z nią na sto procent. Jeśli Kim Trzeci nie posłucha, może być groźnie.