Komu sprzyja radykalny islam w niedzielnych wyborach na prezydenta Francji? Najłatwiej można się tego dowiedzieć, analizując stopień zagrożenia, w jakim żyją czterej liczący się kandydaci.

Jak podaje 19 kwietnia centroprawicowy dziennik „Le Figaro”, w obliczu m.in. konkretnych gróźb w mediach ze strony tzw. Państwa Islamskiego lub w materiałach znalezionych u niedoszłych terrorystów islamskich we wtorek w Marsylii jednostka koordynująca walkę z terroryzmem (UCLAT) zakwalifikowała kandydata centroprawicy do procedury UCLAT 2, a kandydatkę Frontu Narodowego do procedury UCLAT 3. Procedura UCLAT 1 jest uruchamiana w obliczu najwyższego zagrożenia, a UCLAT 4 dotyczy najniższego poziomu zagrożenia. Nie dziwi zatem, że obaj kandydaci lewicy – lewicowy liberał Emmanuel Macron i lewicowy populista Jean-Luc Mélenchon – są objęci procedurą UCLAT 4. To zwolennicy polityki otwartych drzwi i rozwoju społeczeństwa multikulti, a zatem z punktu widzenia radykalnych muzułmanów dobrze by było, aby to oni rządzili Francją pomimo ich skrajnego liberalizmu obyczajowego.