Piotr Stasiński, wicenaczelny "Gazety Wyborczej", był jednym z gości "Loży prasowej" na antenie TVN24. W sposób arogancki, a nawet chamski, atakował prezesa PiS. Nakręcał się tak, że prawie krzyczał. Także na innych publicystów. Zamilkł dopiero po ostrej reprymendzie.

Pierwszym z tematów, poruszanych przez gości programu, była sprawa aborcji. Kiedy do głosu doszedł Piotr Stasiński z „Gazety Wyborczej”, zapanowała niezbyt przyjemna atmosfera. O Jarosławie Kaczyński powiedział np., że „ten człowiek traktuje kobiety jako przedmioty”.
– Mnie się wydaje, że to jest w ogóle mało interesujące, co siedzi w głowie tego człowieka – mówił o prezesie Prawa i Sprawiedliwości. – On ma umysł autorytarny, centralistyczny i on nie powinien w żadnej mierze decydować o takich sprawach (aborcji – przyp. red.) – nakręcał się Stasiński.

– Na tle Europy, do której należymy, mamy skandalicznie restrykcyjną ustawę, która jest na poziomie Malty i Irlandii – oznajmił następnie redaktor z „Wyborczej”.

– Odbywa się lawinowe zaostrzenie prawa przeciwko decyzjom ludzi i ich sumieniom. To jest niedopuszczalne. (…) Ja nie jestem zwolennikiem takiej terminologii, która mówi, że to jest eugenika. To jest terminologia, która chce to zrównać z metodami hitlerowskimi. Ja sobie wypraszam tego rodzaju rozumowanie. W polskim prawie w tej chwili (…) jest wyraźnie powiedziane, że kara za tak zwane zabójstwo dziecka – ten język jest używany – to jest dwa albo trzy lata, góra pięć, a za zabójstwo człowieka pełnego można dostać 25 lat w Polsce. To jest rozróżnienie jakości życia w tym prawie, które mamy. To się nazywa utylitarna etyka. Czy to jest człowiek – połączony w dwie komórki? Blastocysta – czy to jest człowiek? To jest jakaś forma życia, ale to nie jest człowiek. O to możemy się spierać w nieskończoność, ale nie można się spierać w ten sposób, że maczuga prawa uderza kobiety po głowie – perorował coraz bardziej podniesionym głosem i coraz bardziej nakręcony Stasiński.

– To jest kompletnie absurdalny sąd – jaka maczuga prawa? – zapytał w odpowiedzi naczelny tygodnika „Do Rzeczy” Paweł Lisicki. – Każde prawo jest stanowione w taki sposób, że dotyczy wszystkich, siłą rzeczy jest uniwersalne. Jeśli posługujemy się takim  twierdzeniem. Po pierwsze nie uważam, żeby obecna polska ustawa była złą ustawą, jest właśnie jedną z lepszych ustaw – mówił.

– Jest w tym sensie lepsza, że wbrew temu co mówił redaktor Stasiński, mamy do czynienia nie tylko z godnością kobiety, która może podejmować decyzje, ale również z godnością tego człowieka, który pan uważa za nieistniejącego, za jakąś formę życia, która nie jest zżyciem, a kiedyś si ę tym życiem staje… – kontynuował Lisicki.

– Pan się nie wysila, żeby zrozumieć, co ja uważam, niech pan słucha co ja powiedziałem – przerwał mu i pouczył Stasiński.

Po tych słowach doszło do krótkiej słownej utarczki. Wreszcie redaktor z Czerskiej zawyrokował, że dziecko w swej początkowej fazie rozwoju, jeszcze w łonie matki, to „dwie połączone komórki”. – Niech pan trochę pobierze lekcji w tej sprawie – zwrócił się do naczelnego „Do Rzeczy” Stasiński.

– Pan jest tutaj jedynym wykształconym, który na wszystkim się zna i mówi takim tonem, że aż się dziwię, że pan tutaj wśród ludzi siedzi, a nie znajduje się w miejscu, gdzie się wykłady prowadzi. Tutaj jednak się rozmawia, a nie wykrzykuje – spokojnie zwrócił uwagę dziennikarzowi „Wyborczej” Lisicki i wrócił do kontynuowania przerwanej wypowiedzi.

Stasiński po tych słowach wreszcie zamilkł…