Sędziowie nie lubią mówić o łapówkarstwie we własnym gronie – to nawet zrozumiałe. Twierdzenie jednak, że korupcji wśród nich „nie ma i nie było”, jest już zwykłym kłamstwem. Nie brakuje bowiem przykładów prawników wydających wyroki w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej, którzy brali pod stołem. Za różne przysługi. Przysłowiowy Kowalski ma fatalną opinię o wymiarze sprawiedliwości. Niestety, sędziowie są tak aroganccy, że wolą o sobie myśleć jako o „nadzwyczajnej kaście”.

Miniona sobota. Przez cały dzień w warszawskim Pałacu Kultury i Nauki odbywała się impreza szumnie nazwana Nadzwyczajnym Kongresem Sędziów Polskich. Na sali pojawiło się około tysiąca osób (spośród ponad 10 tys. należących do prawniczego samorządu), do mikrofonu co rusz podchodził ktoś inny, przez kilka godzin wysłuchać można było wielu politycznych manifestów, niewiele jednak padło pomysłów na poprawę funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości (np. zapobiegających przewlekłości postępowań). Dominowała również atmosfera samozachwytu. Na portalach społecznościowych hitem były słowa Ireny Kamińskiej z Naczelnego Sądu Administracyjnego, która wprost stwierdziła: „Całe życie broniłam sędziów, uważam, że to jest nadzwyczajna kasta ludzi”.

To doskonały przykład zadufania środowiska. Wydawało się, że już nic tego nie przebije. Ale jedna z mówczyń zaskoczyła wszystkich. Chodzi o doświadczoną prawniczkę, z litości pominiemy nazwisko, wystarczy, że przez krótki swój występ zostanie na długo zapamiętana.

„Jednym z zarzutów jest korupcja. Proszę państwa, to jest niezwykle smutne” – przyznała najpierw. Trudno byłoby się z tym nie zgodzić. Ona jednak miała jeszcze coś do przekazania: „Ja w czasie swoich wielu profesjonalnych kontaktów zagranicznych wszędzie z dumą mówię o tym, że w Polsce nie ma i nie było, nawet w dawnych czasach, korupcji w sądach”.

W tym momencie w sali, w której obradował Nadzwyczajny Kongres Sędziów Polskich, rozległy się gromkie brawa. Aż trudno uwierzyć, że taki popis hipokryzji naprawdę miał miejsce. Istnieje jednak nagranie.

Wpadł na gorącym

Nie trzeba poświęcać wiele czasu, aby znaleźć przykłady skandali korupcyjnych z udziałem sędziów. Tych orzekających zarówno w „dawnych czasach”, jak i obecnie. Jest ich sporo. Natychmiast przypomniano chociażby historię z Kościerzyny, o której „Gazeta Polska Codziennie” pisała kilka miesięcy temu.

Wydziałem karnym w tamtejszym sądzie kierował sędzia, którego wsypał biznesmen, mający problemy z prawem. Przedsiębiorcy groził surowy wyrok, więc poszedł na współpracę z policją i prokuraturą. Opowiedział między innymi właśnie o sędzim, którego sponsorował. W gotówce, robił nawet swoiste prezenty na święta Bożego Narodzenia. Oczywiście za korzystne rozstrzygnięcia oraz uniknięcie więziennej celi.

Chodzi pan na wolności od tylu lat” – takie słowa zarejestrowano podczas jednej z rozmów. Prawnik wpadł na gorącym uczynku, gdy przyjmował 10 tys. zł. W trakcie śledztwa wyliczono jednak, że łącznie przyjął kwotę dziesięć razy większą.

Są zeznania, są nagrania, był nawet jeden wyrok skazujący (uchylony), a skompromitowany sędzia pozostaje sędzią zawieszonym w pełnieniu obowiązków. Dlaczego? Bo jego proces od ponad siedmiu lat nie może zakończyć się prawomocnym rozstrzygnięciem.

Polacy im nie ufają

Zdumiewa – po obserwacji sobotniego kongresu – skąd bierze się tak doskonałe samopoczucie środowiska sędziowskiego. Zwłaszcza że na pewno nie są grupą zawodową cieszącą się zaufaniem Polaków, a przecież powinni być synonimem sprawiedliwości. Niestety, nie są. Dowodzą tego liczne badania opinii społecznej. I nie są „wyrwane z kontekstu” lub „incydentalne”, bo przeprowadzane cyklicznie w ostatniej dekadzie.

Lipiec 2010 r.: periodyk „Na Wokandzie” napisał: „Niesprawiedliwa i nieefektywna – takie opinie o polskiej Temidzie przyniosło badanie opinii publicznej przeprowadzone na zlecenie (uwaga! – dop. red.) Ministerstwa Sprawiedliwości”. I kontynuuje: „Zatrważającą informacją jest również przekonanie większości badanych o istniejącej w wymiarze sprawiedliwości korupcji (62,3 proc. pytanych), która, zdaniem ankietowanych, dotyczy przede wszystkim prokuratorów, adwokatów, ale i sędziów”.

Styczeń 2013 r.: „Działalność wymiaru sprawiedliwości oceniana jest obecnie zdecydowanie gorzej niż ponad pięć lat temu. Od kwietnia 2007 r. odsetek negatywnych opinii wzrósł aż o 20 punktów procentowych” (cytat za Rp.pl).

Wrzesień 2015 r., sondaż TNS Polska – aż 36 proc. ankietowanych uważa, że dzięki korupcji możliwy jest korzystny wyrok.

Jeszcze marzec tego roku. Podczas konferencji „(Nie)świadomość prawna Polaków” zorganizowanej w Sądzie Najwyższym (przy współudziale Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”, czyli tego, które zwołało sobotni kongres) przedstawiono druzgocące wyniki badań. Aż 10 proc. osób odpowiedziało „zdecydowanie tak” na pytanie, czy sądy są przekupne. Kolejne 47 proc. uznało, że „raczej tak”. A więc ponad połowa badanych uważa, że polscy sędziowie są skorumpowani!

Czy może być bardziej wstydliwa ocena działań wymiaru sprawiedliwości? I nie ma znaczenia, ile jest w tym prawdy. Faktem jest, że sędziowie mają fatalną opinię. Może czas wreszcie na jakąś refleksję, a nie bajdurzenie o „nadzwyczajnej kaście ludzi”.

Brali – to pewne

Nie możemy oprzeć się pokusie. Jeszcze raz (obiecujemy – ostatni) słynny cytat: „w Polsce nie ma i nie było, nawet w dawnych czasach, korupcji w sądach”. Niby znany już od kilku dni, a jednak ciągle robi wrażenie. Jest tak oderwany od rzeczywistości.

Są bowiem liczne przykłady sędziów, którzy wzięli ordynarną łapówkę lub swoimi działaniami (na granicy prawa lub wręcz z jego złamaniem) umożliwili komuś osiągnięcie konkretnej korzyści. Nawet jeśli nie znaleziono dowodów korupcji, to chyba ostatni naiwny mógłby uwierzyć, że korzyść umożliwiono jedynie z dobroci serca.

Najwstydliwszy (chyba) przykład miał swego czasu miejsce na Dolnym Śląsku. Tam sędzia został oskarżony o przyjęcie łapówki od gangsterów. Kasa? – nie. Samochód? – nie. On żądał czegoś nietypowego. Darmowych spotkań z prostytutką. I jego życzenie zostało spełnione. Mężczyzna został wprawdzie uznany za winnego i skazany, ale zaskarżył orzeczenie. Wyroku drugiej instancji już nie poznał. Zmarł.

Jest jeszcze inny problem. Długotrwałość postępowań (dyscyplinarnych i karnych) wobec skompromitowanych sędziów. Nierzadko trwających latami. I konsekwencja w działaniu oraz pozbywaniu się „czarnych owiec”.

W maju Ministerstwo Sprawiedliwości poinformowało „GPC”, że w zeszłym roku do sądów dyscyplinarnych – sądów apelacyjnych – „wpłynęło 35 wniosków o zezwolenie na pociągnięcie sędziego do odpowiedzialności karnej”. Jedna uchwała (!!!) na to pozwalała, jedna była odmowna, ale wydano aż „20 zarządzeń o odmowie przyjęcia wniosków”. Z powodu błędów formalnych lub bezzasadności. Pozostałe nie zakończyły się prawomocną decyzją. Poza tym w 2015 r. wymierzono „3 kary dyscyplinarne złożenia sędziego z urzędu”. Przypominany – prawników wydających wyroki jest ponad 10 tys.

Sędziowie uwielbiają mówić o niezależności. Czas, aby wreszcie zajęli się poprawą swojej wiarygodności w oczach Polaków. Nie kolegów z branży.