- Polacy są wyjątkowo pracowitym i przedsiębiorczym narodem. Gdybyśmy rozliczyli PRL, nie pozwolili ludziom z komunistyczną przeszłością przejmować za bezcen majątku narodowego, gdybyśmy rozbijali układy rodem ze służb specjalnych z poprzedniego systemu i dbali o uczciwy rozwój Polski, bylibyśmy państwem znacznie zamożniejszym. Mamy naprawdę ogromny potencjał, ale obciążenia z przeszłości są kulą u nogi – mówi „Gazecie Polskiej” premier Beata Szydło.

Na biurku Pani Premier leżą już dokumenty pokazujące stan państwa po ośmiu latach rządów PO–PSL. Są tam informacje, które Panią szczególnie poruszyły?
Nie chcę wchodzić w szczegóły. Audyt już niebawem zostanie przedstawiony opinii publicznej. Każdy będzie mógł sam wyrobić sobie zdanie o stanie instytucji państwa, które przejęliśmy po poprzednikach. Na pewno wrażenie robi niegospodarność, rozrzutność, nieliczenie się z publicznymi środkami. Taki w gruncie rzeczy błahy przykład – ale symboliczny. Świąteczne spotkanie dla pracowników KPRM zorganizowano w jednym z warszawskich hoteli za sumę niemal 100 tys. zł.

Pani Premier, czy jeszcze w tym roku rozpocznie się reforma sądownictwa?
Mogę powiedzieć, iż w tym roku rozpoczniemy zmiany w polskim sądownictwie. One nie zakończą się w 2016 r., bo to będzie dłuższy proces. Nie mam wątpliwości, iż są one niezbędne. O nie zresztą upominają się wyborcy na każdym spotkaniu. Niestety, ogromna część Polaków ma poczucie braku zaufania do sądów. I tu nie chodzi o to, iż są to akurat ci, którzy poprzegrywali jakieś sprawy i teraz mają żal – taki argument często słyszę od obrońców status quo. To są bardzo często ludzie, którzy albo latami czekali na sprawiedliwość, albo po prostu byli świadkami budzącego poważne wątpliwości zachowania wymiaru sprawiedliwości.

Czy w ocenie Pani Premier problemem sądownictwa jest też polityczne zaangażowanie sporej części środowiska?
W Polsce jest bardzo wielu uczciwych, kompetentnych i prawych sędziów. Niestety, są też tacy, którzy nie potrafią utrzymać dystansu do polityki. Czynią potężne szkody, niszczą i tak wątłe zaufanie do wymiaru sprawiedliwości. Ten z kolei przetrwał niemal w stanie nienaruszonym od PRL. Miał się oczyścić, nie był tym jednak zainteresowany. I dzisiaj wymiar sprawiedliwości – dużo za późno – po prostu musi przejść gruntowne zmiany. Wiem, iż to wywoła potężne ataki tych, dla których dzisiejszy stan jest korzystny. Trudno. Przetrwamy je. A jeśli chodzi o uwikłanie polityczne, to chyba jest ono widoczne gołym okiem. Jeśli prezes Trybunału Konstytucyjnego niemal wcielił się w rolę lidera protestu politycznego, to trudno o lepsze potwierdzenie tej tezy.

Zmiany spóźnione o ćwierć wieku.
Tak, to prawda. Patrzę na tę sprawę szerzej. Polska płaci potężną cenę za tzw. grubą kreskę. Zaniechanie zmian w sądownictwie jest jej elementem. Rzecz jasna, niejedynym. Jest sfera gospodarcza, w której ludzie związani z systemem komunistycznym byli i w dużej mierze są nadal grupą uprzywilejowaną. Nie jest tak, iż kwestionuję wszystkie osiągnięcia ostatnich 25 lat. Wiele się udało, bo Polacy są wyjątkowo pracowitym i przedsiębiorczym narodem. Gdybyśmy rozliczyli PRL, nie pozwolili ludziom z komunistyczną przeszłością przejmować za bezcen majątku narodowego, gdybyśmy rozbijali układy rodem ze służb specjalnych z poprzedniego systemu i dbali o uczciwy rozwój Polski, bylibyśmy państwem znacznie zamożniejszym. Pod względem wielkości jesteśmy szóstym krajem Unii Europejskiej. Mamy naprawdę ogromny potencjał, ale obciążenia z przeszłości są kulą u nogi. To ostatni moment, by z tym skończyć. I my tego dokonamy. Nie przestraszą mnie krzyk beneficjentów „grubej kreski”, kolejne komisje, inspekcje i działania UE. W interesie Polski jest zmiana i ona się dokona. To obiecałam wyborcom.

Obserwując sprawę tzw. szafy Kiszczaka, nie ma Pani Premier poczucia, iż konieczne są zdecydowane działania w każdym miejscu, w którym może stać taka kolejna szafa? Bo jej zawartość służy najpewniej rozgrywkom politycznym.
Jestem przekonana, że stosowne instytucje państwa powinny podjąć działania w każdej sytuacji, w której są podstawy do przypuszczenia, iż ktoś – nieważne kto – przetrzymuje dokumenty bezpieki.

Całość wywiadu w tygodniku „Gazeta Polska”