Mateusz Kijowski zaapelował przed ostatnim marszem KOD-u, by pojawiły się na nim chór gospel, ludzie na szczudłach i teatr ognia. Jak ten apel skończyłby się za rządów PO? Wizytą policji u Kijowskiego i zarzutem popełnienia przestępstwa: podżegania do używania zakazanych środków pirotechnicznych. Mój znajomy dostał z tego paragrafu 500 zł grzywny – za spalenie kukły Putina. Że Kijowski niczego nie spalił, nie ma znaczenia, podżeganie jest nie mniej groźne! Przekonał się o tym poseł Robert Winnicki, skazany ostatnio za „podżeganie” do przerwania kordonu policji na manifestacji narodowców. W czasach, gdy rządzili nami „obrońcy demokracji”, minister Sienkiewicz – zdaniem b. szefa CBA Wojtunika – kazał spalić budkę przed rosyjską ambasadą. Na manifestacjach opozycji pojawiali się zaś agresywni panowie w kominiarkach, przebrani za kibiców. Dziś minister Błaszczak nie wysyła na wiece KOD-u agresywnych tajniaków w futrach z norek, w tęczowych kominiarkach, z włosami związanymi w kucyk i tatuażem z gwiazdkami UE na ramieniu, by wtopili się w tłum. Bo teraz demokracja jest na serio. A swoją drogą, chóru gospel na marszu nie było, a jedynie chór wujów – tych co zawsze.