Arcybiskup Tadeusz Gocłowski, który w ostatnich latach znany był głównie z afery Stella Maris, zażarcie broni w "Fakcie" Lecha Wałęsy. "To, co dzieje się z nazwiskiem Wałęsy, jest dla mnie przykre. W Polsce wszyscy znają Lecha Wałęsę, jego specyficzną osobowość i ogromne zasługi. Wyciąganie czegoś z lat 70. jest wielkim nieporozumieniem, które nie służy interesowi kraju" - mówi.

Abp Gocłowski przyłączył się do garstki obrońców Wałęsy, związanych z okrągłostołowym "salonem". Skrytykował przy okazji tych, którzy dostrzegali po 1989 r. postrzegali III RP jako państwo postkomunistyczne.

Wałęsa odegrał tak fantastyczną rolę w historii współczesnego świata, dlatego trzeba z szacunkiem podchodzić do tego, jaki jest. Nikt z nas nie jest wolny od słabości. Kiedy słyszę jakiegoś polityka, który opowiada, że obecnie kończy się komunizm w Polsce, jestem przerażony. Czy 25 lat zostało przekreślone? Komunizm upadł pod koniec lat 80.!

- argumentuje abp Gocłowski.

Dlatego hierarcha broni Wałęsy:

To, co dzieje się z nazwiskiem Wałęsy, jest dla mnie przykre. W Polsce wszyscy znają Lecha Wałęsę, jego specyficzną osobowość i ogromne zasługi. Wyciąganie czegoś z lat 70. jest wielkim nieporozumieniem, które nie służy interesowi kraju.


Gdyby abp Gocłowski poprzestał na tym... Niestety, wdaje się w filozoficzne rozważania, które naprawdą budzą niesmak:

- Co to znaczy prawda? - pytał Piłat, ale nie chciał słuchać odpowiedzi Chrystusa. Prawda jest taka, że mamy wolność, demokrację. Pamiętajmy o dramatycznych latach 70.! Ktoś, kto popełnił grzech i się wyspowiadał, ma prawo do spokojnego sumienia.


Przy okazji arcybiskup wykorzystuje do obrony "Bolka" postać nieżyjącego już św. Jana Pawła II, mówiąc:

Papież cenił Wałęsę za zasługi dla narodu i państwa. Szkoda, że dziś podejmuje się tego typu działania i to w oparciu o archiwum gen. Kiszczaka.


Abp Gocłowski sam powinien mieć wiele do powiedzenia na temat postkomunizmu i prawdy. Jego nazwisko wymieniano w kontekście afery Stella Maris. Chodzi o Wydawnictwo Archidiecezji Gdańskiej "Stella Maris" Sp. z o.o., które korzystało ze zwolnienia z płatności podatku dochodowego od osób prawnych w części przeznaczonej na cele statutowe Kościoła katolickiego. Wykorzystano to do nielegalnego transferu ogromnych pieniędzy.

W 2014 r. Sąd Okręgowy w Gdańsku skazał Z.B. - byłego kapelana abp. Tadeusza Gocłowskiego i jego pełnomocnika w Stella Maris. Ksiądz miał m.in. "wyrządzić szkodę finansową o wielkich rozmiarach".

Wraz z trzema innymi oskarżonymi odpowiadał za współudział w przywłaszczeniu mienia ponad 20 spółek handlowych na kwotę ponad 67 mln zł, pranie pieniędzy oraz uszczuplenia podatkowe na szkodę Skarbu Państwa w wysokości kilkunastu milionów złotych. Z.B. podczas trwającego sześć lat procesu, jako były szef wydawnictwa, przyznał się do zarzutów. Sąd skazał go również na 55 tys. zł grzywny. 

- informował wówczas TVN24.pl.

Wśród trzech pozostałych skazanych był - co trzeba podkreślić - PRL-owski cenzor i właściciel firmy konsultingowej Jerzy B., jeden z "mózgów" operacji.