W Warszawie doszło do kolejnej makabrycznej zbrodni. Wszystko wskazuje na to, że Kajetan P. doczekał się swojego naśladowcy. Ten jednak nie zamierzał nawet uciekać, sam oddał się w ręce funkcjonariuszy.
 
W niedzielę około godziny 8 rano do stołecznej policji zgłosił się mężczyzna. Stwierdził, że zabił swoją konkubinę. Policjanci niezwłocznie udali się pod wskazany adres. W mieszkaniu przy ulicy Długosza znaleziono głowę kobiety.

Rano do jednostki zgłosił się mężczyzna, który powiedział, że zabił swoją konkubinę. Policjanci, którzy pojechali pod wskazany adres potwierdzili ten fakt. Mężczyzna został zatrzymany, natomiast sprawą zajmuje się prokuratura

– powiedział dla tvn24.pl Tomasz Oleszczuk z działu prasowego Komendy Stołecznej Policji.
 
Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie potwierdził te informacje.

Zostaliśmy powiadomieni o prawdopodobnym zabójstwie. Na miejscu nadal trwają czynności

– podał Wojciech Sołdaczuk, pełniący obowiązki rzecznika prasowego Prokuratury. Dodał, że w mieszkaniu znaleziono jedynie głowę kobiety.

Na miejsce udał się jeden z reporterów. Od sąsiadów usłyszał, że w mieszkaniu wielokrotnie dochodziło do alkoholowych libacji, niejednokrotnie wzywana była policja. Dochodziło tam do aktów przemocy.„Mężczyzna, który twierdzi, że zabił konkubinę, od rana zaczepiał lokatorów i mówił, że "obciął głowę manekinowi”” – relacjonował reporter tvn24.pl.
 
Nie da się ukryć podobieństwa do brutalnego mordu, jaki miał miejsce na początku lutego na Warszawskim Żoliborzu.
 
Policjanci z Wydziału do walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw KSP piątego lutego rozpoczęli poszukiwanie 30-letniego Kajetana P. Informowano, że mężczyzna może mieć związek z makabryczną zbrodnią, do której doszło na warszawskim Żoliborzu przy ul. Potockiej. W jednym z mieszkań odnaleziono zwłoki młodej kobiety. Ciało pozbawiono głowy.

CZYTAJ WIĘCEJ: ​TYLKO U NAS! Kajetan P., morderca z Warszawy, to syn prokurator

Kajetana P. zatrzymano na MalcieChciał przemieścić się do Afryki.

Zatrzymany mężczyzna zostanie przetransportowany do Polski z Malty normalnym, pasażerskim samolotem. Nie będzie ani skuty, ani ubrany w specjalny uniform. Okazuje się, że to wszystko po to, by deportowany nie wzbudzał podejrzeń i niepokoju wśród podróżnych.