Wobec zabezpieczenia przez IPN dokumentów dotyczących TW Bolka, redakcja „Gazety Wyborczej” postanowiła rozpocząć akcję „Solidarni z Lechem”. Choć sama inicjatywa błyskawicznie stała się pośmiewiskiem internautów, groteskowości całej sytuacji dodaje fakt, że jeszcze w latach 90. sam Adam Michnik nie szczędził pod adresem Wałęsy słów krytyki. Specjalnie dla naszych czytelników przypominamy, jak „Wyborcza” pisała o Lechu Wałęsie.

Gdy media podały informację o zabezpieczeniu w domu Kiszczaków archiwalnych dokumentów bezpieki, w tym także Lecha Wałęsy internauci żartowali, że już wkrótce „obrońcy demokracji” będą nosili koszulki z napisem „Jestem Bolek”.

Redaktorzy z Czerskiej mieli spory problem z tematem esbeckiego archiwum Kiszczaka. „Wyborcza” myślała, myślała, aż wymyśliła. I ruszyła w świat z akcją „Solidarni z Lechem”. Na pierwszej stronie Gazeta opisuje dziś "historie niszczenia Wałęsy". Nie cytują swoich tekstów z początku lat 90. 

CZYTAJ WIĘCEJ: „Gazeta Wyborcza” „solidarna z Lechem”. Cała sieć się z tego śmieje

Na łamach tygodnika „Gazeta Polska” Piotr Lisiewicz w 2008 roku zebrał fragmenty tekstów „Gazety Wyborczej” z lat 90., poświęcone Lechowi Wałęsie. Okazuje się, że wówczas nawet Adam Michnik twierdził, że Wałęsa ma dyktatorskie zapędy.

- Przegląd ówczesnej publicystyki „GW” pokazuje nam wnikliwą charakterystykę Wałęsy: osobnika dość prymitywnego, akceptującego antysemityzm, pragnącego dyktatury, sprawcy agonii „Solidarności”. Zapewne młodsi czytelnicy „GW” przecierać będą oczy ze zdumienia. Zatem wróćmy do 1990 r. i przeżyjmy to jeszcze raz! - pisał na łamach „Gazety Polskiej” Piotr Lisiewicz.


Specjalnie dla czytelników portalu niezalezna.pl tekst Piotra Lisiewicza pt. „Michnik przestrzega przed Wałęsą” przypominamy w całości:
 
Piotr Lisiewicz
Michnik przestrzega przed Wałęsą

Płynący na fali antysemickiej fobii dyktator, bolszewik, pijany ojciec bijący żonę, zagrożenie dla demokracji i jej groteskowa karykatura, ten co zniszczył „Solidarność”, podobny do Lenina i Stalina – oto do kogo porównywała niegdyś Lecha Wałęsę „Gazeta Wyborcza”. Adam Michnik posunął się nawet do tego, że pomstował na Jarosława Kaczyńskiego za to, iż... bezkrytycznie aprobuje szokujące zachowania Wałęsy. W ostatnich tygodniach jesteśmy świadkami wielkiej kampanii w obronie Lecha Wałęsy na łamach „Gazety Wyborczej”. Ale to nie pierwsza akcja dotycząca byłego lidera „Solidarności” na tych łamach. Do poprzedniej doszło w 1990 r., gdy Wałęsa głosił program przyspieszenia zmian, „Nowego Początku” i rozliczenia komunistów.

 
Przegląd ówczesnej publicystyki „GW” pokazuje nam wnikliwą charakterystykę Wałęsy: osobnika dość prymitywnego, akceptującego antysemityzm, pragnącego dyktatury, sprawcy agonii „Solidarności”. Zapewne młodsi czytelnicy „GW” przecierać będą oczy ze zdumienia. Zatem wróćmy do 1990 r. i przeżyjmy to jeszcze raz!
 
Dyktator, który zniszczy demokrację
Dyktatorem Wałęsa był właściwie od zawsze. Według Adama Michnika, dyktatorskich metod używał już w „Solidarności”, a to w celu zniszczenia wszystkich potencjalnych rywali.

„Wałęsa podzielił »Solidarność«. Usunął tych wszystkich, którzy umieli mu się przeciwstawić i mogliby zagrodzić drogę. W tym celu uznał za pożyteczne określić ich publicznie mianem »jajogłowych« lub »Żydów«” – pisze Michnik (27.10.1990).

Zdaniem redaktora naczelnego „GW”, z powodu tych cech Wałęsa nigdy nie będzie głową państwa demokratycznego kraju:

„Lech Wałęsa nie będzie prezydentem demokratycznej Rzeczpospolitej. Być może przegra powszechne wybory prezydenckie. Słuchając jego kolejnych deklaracji samochwalczych, łatwo można nabrać przekonania, że przewodniczący NSZZ »Solidarność« nie ma nic do zaproponowania poza własną osobą i potokiem sprzecznych ze sobą obietnic”.

 Nie będzie nim także w sytuacji odwrotnej:

„Być może Wałęsa zwycięży w wyborach prezydenckich. Ale i wtedy nie będzie prezydentem demokratycznej Rzeczpospolitej, lecz czynnikiem destabilizującym polityczny układ, wprowadzającym chaos, izolującym Polskę od świata”.

Władza Wałęsy skończy się likwidacją demokracji:

„Wódz charyzmatyczny będzie ze złowrogą intuicją likwidował wszelkie odruchy niezależne, aż złamie kruchą polską demokrację”.

Nawiązując do odebrania swojej redakcji znaczka „Solidarności”, Michnik pisze:

„Nie odczuwam bowiem żadnej solidarności z ludźmi, którzy z symbolu wolności i nadziei uczynili znak konformizmu i knebla”.

Pijany ojciec, który może zbić żonę

To, co szkodzi dziś Polsce, to tolerowanie mitu Wałęsy rodem z lat 80. Michnik stwierdza:

„Lech Wałęsa jest politykiem obdarzonym wielkim talentem skłócania ludzi i dlatego jest tak bardzo niebezpieczny. Jego wielkie zasługi przeobrażą się w swoje przeciwieństwo – staną się przekleństwem dla Polski”.

Do kogo porównać można Wałęsę?

„Wałęsa może zwyciężyć w wyborach, jeśli zdoła utrzymać swój mit »ojca narodu«. Ojciec – jak wiadomo – może się upić i zbić żonę, ale dzieciom na ojca nie wolno podnieść ani głosu, ani ręki. Jeśli ten mit sparaliżuje polskie umysły i serca – wtedy Wałęsa zwycięży. Zwycięży, choć jasno zapowiada w swych wypowiedziach, że demokracja jest mu potrzebna jako instrument do objęcia steru rządów. A potem – obawiam się – demokratyczne będzie już tylko to, co on sam zadekretuje” – uważa Michnik (27.10.1990).

 Wałęsa nie pasuje do demokracji. Dlaczego?

„Wałęsa jest nieprzewidywalny. Wałęsa jest nieodpowiedzialny. Jest też niereformowalny. I jest niekompetentny. Nieprzewidywalność była zaletą w walce z totalitarnym komunizmem. I stać się musi katastrofą w demokratycznych strukturach współczesnego państwa” – definiuje Michnik.

 
Wałęsa – sprawca agonii „Solidarności”

„Idea »Solidarności« wkroczyła w fazę agonii. Za tę agonię odpowiedzialny jest Lech Wałęsa” – pisze Michnik.

Podobnego zdania jest Jerzy Surdykowski:

„Straszliwym błędem Gdańskiego Noblisty, błędem, za który płacimy i płacić będziemy ogromną cenę, jest wbicie klina pomiędzy inteligencję a robotników, zaatakowanie i zelżenie tego, co w »Solidarności« najcenniejsze: solidarności. To, co budowaliśmy przez kilkanaście lat, można paru nierozsądnymi wypowiedziami zniszczyć w ciągu kilkunastu dni. Tym bardziej że ludziom sfrustrowanym, tak biedą jak i kłótniami przywódców, łatwo podsunąć wizerunek wroga – »jajogłowego« intelektualisty, »warszawsko-krakowskiego salonu«. Oby nie gorzej...” (4.08.1990).

 
Wałęsa kłania się antysemickiej fobii
O jakie „gorzej” chodzi? Paweł Smoleński, relacjonując kampanię Wałęsy, pisze:

„Wałęsa mówił, że jest Polakiem wtedy, gdy z tłumu padały pytania o Żydów: o krzywdy, jakich od nich doznał” (23.10.1990).

Michnik wspomina dawną znajomość z Wałęsą:

„Nie był nigdy populistą ani antysemitą. Jedno i drugie uważał za idiotyzm”. Ale teraz Wałęsa „wypowiadając nonsensy o »jajogłowych« i dzieląc ludzi wedle kryteriów rasowych na Żydów i nie-Żydów, złożył pokłon wyznawcom antyinteligenckiego populizmu i antysemickiej fobii. Ci ludzie będą teraz popierać dążenie Wałęsy do prezydentury”. Michnik precyzuje: „Mówi Wałęsa: »Jestem czysty Polak, tu urodzony«. Okazuje się tedy, że są jacyś Polacy »nieczyści«, urodzeni gdzie indziej” (27.10.1990).

Myślenie bolszewickie Szef „GW” tak komentuje jedno z wystąpień Wałęsy:

„Zapytany, co będzie z gazetami, które go dziś krytykują, odpowiedział: »Oni dobrze te gazety rozwiną, a wy je potem zabierzecie [...]«. Nie sądziłem, że z ust Wałęsy i jego rzecznika usłyszę tak lapidarną definicję myślenia bolszewickiego” (27.10.1990). Gdzie indziej pisze: „Mówi Wałęsa, komentując krytyczne opinie prasy zachodniej, że »macki niektórych daleko sięgają«. Skąd ja znam ten język obsesji i insynuacji?” (27.10.1990). Dziś „GW” prosi czytelników o wspomnienia na temat Wałęsy. Wtedy także głos zabierali czytelnicy, jako Telefoniczna Opinia Publiczna: „»Skąd ja to znam« – myślę sobie, gdy słyszę, że pan Wałęsa na spotkaniach wyborczych głosi, że trzeba oddać ziemię chłopom, fabryki robotnikom, a tym co się dorobili – zabrać. Pod wodzą Lenina i Stalina nazywało się to drogą do socjalizmu” (22.10.1990).

Karykatura, groteska, zakompleksiony prowincjusz
W relacjach Pawła Smoleńskiego Wałęsa jawi się jako postać dość prymitywna:

„Wałęsa wielokrotnie obiecywał, że zrobi Adama Michnika spikerem radiowym (»udowodnię wam, że on się do tego nadaje«) i wielu wiecownikom pomysł bardzo się podobał” (23.10.1990). Według samego Michnika legenda „Solidarności” zmierza ku własnej karykaturze: „Boli mnie, gdy śledzę kierunek ewolucji Wałęsy: od symbolu demokracji, do jej groteskowej karykatury” (27.10.1990).

 Zdaniem Ewy Berberyusz w grę może tu wchodzić jego kompleks prowincji:

„Mówienie więc o Warszawce, którą trzeba przewietrzyć, jako o jakiejś nieformalnej, ale zwartej i złowrogiej grupie interesów, rezydujących w stolicy i próbujących zawładnąć Polską, jest albo niepoważne, albo dowodzi kompleksu prowincji” (17.10.1990).

Dlaczego Kaczyński toleruje szokujące wypowiedzi Wałęsy?
Według Michnika wypowiedzi Wałęsy są szokujące. Ich bezkrytyczne aprobowanie kompromituje... Jarosława Kaczyńskiego i jego współpracowników.

„Zastanawiam się, dlaczego Jarosław Kaczyński i inni politycy Centrum bezkrytycznie aprobują coraz bardziej szokujące wypowiedzi Lecha Wałęsy w trakcie tej swoistej kampanii prezydenckiej: o potrzebie prezydenta z siekierą rządzącego z pomocą dekretów; o demokracji pojmowanej jako jednoosobowa władza kierowcy nad samochodem; o senatorach i posłach jako baranach czy też gamoniach, produkujących »bzdety«, które łatwo może zdmuchnąć gniew ludu” – pisze redaktor naczelny „GW” (6.08.1990).

Zdaniem Surdykowskiego, kampanię Wałęsy, którego nazywa kpiąco „Wielkim Przewodniczącym”, oraz jego współpracowników porównać można do propagandy po 13 grudnia.

„»Wojna« wypowiedziana przez Wielkiego Przewodniczącego i jego ludzi, zaczęła się od personalnych ataków na łamach »Tygodnika Solidarność« przypominających sławetne kampanie prasowe stanu wojennego” – pisze Surdykowski. (4.08.1990).

Nie pisać o Wałęsie, nawet źle
Wałęsa to zagrożenie tak wielkie, że zmusza Michnika do następującej deklaracji, wygłoszonej na spotkaniu Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego 7 października 1990 r.:

„Będę prowadził kampanię negatywną. Przy całym szacunku dla Tadeusza Mazowieckiego uważam za mniej ważne, by został on prezydentem. Dla mnie ważniejsze jest, by Wałęsa prezydentem nie został”.

Ale czytelników „GW” i taka postawa Michnika nie zadowala.

„Kupuję »Gazetę« od pierwszego numeru, ale mam już dosyć Wałęsy na każdej stronie. Opanujcie się, na Boga! Przecież każde pisanie, nawet złe, jest reklamą” – upomina jeden z czytelników w ramach Telefonicznej Opinii Publicznej z 22 października 1990 r.