Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro zaapelował do Niemców o większą wrażliwość historyczną w relacjach z Polską. W wywiadzie dla "Frankfurter Allgemeine Zeitung" zaznaczył, że agresywne uwagi niemieckich polityków są dla Polaków krzywdzące.

Ziobro podkreślił, że w stosunkach polsko-niemieckich nasi zachodni sąsiedzi często zapominają o "historycznej wrażliwości". Minister powołał się na słowa przewodniczącego europarlamentu Martina Schulza, który mówił o możliwości użycia "siły" wobec państw sprzeciwiających się przyjmowaniu imigrantów, a także określał zmiany w Polsce mianem "zamachu stanu".

- To nie są słowa, jakich powinien używać europejski polityk - zwłaszcza niemiecki polityk szanujący Polskę - powiedział Zbigniew Ziobro. - W Polsce miały miejsce demokratyczne wybory, a nie zamach stanu - dodał.


- Jeśli spojrzymy na ogromne straty, jakie ponieśliśmy w wyniku działań hitlerowskich Niemiec, to widać, dlaczego jesteśmy wrażliwi, jeśli ktoś nam coś narzuca. A było więcej takich słów. [...] Pojawiały się groźne tony w mówieniu o rzekomym zagrożeniu dla wolności prasy w Polsce. A przecież niemieckie media wstrzymywały publikację ważnych wiadomości na temat seksualnych napaści na kobiety w Kolonii. Czy polscy politycy domagali się sankcji wobec Niemiec? Były minister spraw wewnętrznych Hans-Peter Friedrich określił to jako "zmowę milczenia", mimo to ja nie śmiałbym się pouczać niemieckich polityków

- argumentuje Ziobro w wywiadzie.

Mówiąc o wolności słowa w Polsce, minister sprawiedliwości przypomniał też:

- Gdzie był pan Oettinger, kiedy w ostatniej kadencji parlamentu koalicja Donalda Tuska wyrzuciła 500 dziennikarzy z mediów publicznych? [...] Gdy Tusk był jeszcze premierem, tygodnik "Wprost" został przeszukany przez władze, tak jak to było w aferze "Spiegla" w Niemczech. Jednak żaden europejski czy niemiecki polityk tego nie skomentował.


Zbigniew Ziobro wyraźnie odżegnał się przy tym od antyniemieckości:

- Mój dziadek został zraniony jako polski żołnierz przez niemiecką bombę, a jednak żywię ciepłe uczucia wobec Niemiec. Na mundialu w 2010 r. trzymałem kciuki w niemieckim pubie za niemiecki zespół. Faktem jest jednak, że niektóre brutalne, agresywne uwagi bolą nas. Ja nigdy nie użyłbym tak mocnych słów, mówiąc o Niemczech.
 

Ale minister powiedział też o rządzie PiS: "Bliżej nam do Budapesztu niż do Berlina".