Projekt I Rzeczypospolitej jest dzisiaj żyjącym pomysłem politycznym, do którego Polacy i Ukraińcy mogą nawiązywać, szukając porozumienia i broniąc się przed moskiewskim imperializmem. Ta tradycja jest bardzo na rękę Amerykanom.
 
I Rzeczpospolita pod względem myśli państwowej bardziej była podobna do Stanów Zjednoczonych Ameryki niż do Niemiec czy Rosji. Dlatego Polacy na Nowym Kontynencie łatwo odnajdowali drugą ojczyznę. Byli trochę bardziej u siebie niż gdzie indziej.

Kulturę polską oczywiście zapoczątkowała epoka piastowska. Nie zmienia to jednak faktu, że od unii polsko-węgierskiej, a chwilę później polsko-litewskiej nasza myśl państwowa była kształtowana przez Rzeczpospolitą federacyjną, wielonarodową. To prawie siedemset lat naszej historii. Polacy musieli nauczyć się współżycia z innymi narodami, tolerancji dla różnych religii i współdecydowania o własnym państwie.

Tu nigdy nie było duszno

Rosja i Niemcy budowały swoje imperia na dominacji jednego narodu i jednej kultury nad kulturami pozostałymi. Sukcesy takiej polityki były możliwe jedynie wtedy, gdy opierały się na przemocy i dławieniu woli obywateli. Polacy byli w organizacji swojego państwa zupełnie inni: do decydowania o jego sprawach dopuszczano znaczną część mieszkańców Rzeczypospolitej. Walka była o to, by ta część stawała się coraz większa. Pozwalano rozwijać się mieszkańcom innych narodów i swobodnie kultywować różne religie. Oczywiście nie obyło się bez waśni. Należy jednak pamiętać, że np. bunt kozacki nie był początkowo skierowany przeciw samej Rzeczypospolitej. Kozacy chcieli, by obszar współdecydowania i wolności został rozszerzony na nowych obywateli.

Amerykanie mieli co naśladować

Niedoskonałości tworu, jakimi była I Rzeczpospolita, wynikały z braku doświadczeń, które dopiero na popełnionych błędach musieliśmy zdobywać. I choć nasze państwo wielokrotnie okazywało swoje słabości, to było w stanie przez setki lat funkcjonować na obszarach „od morza do morza”, a w pewnym momencie sięgnąć nawet po władzę nad Moskwą. Atrakcyjność tego państwa wynikała z wielkiej swobody obywateli i tolerancji, rzadko gdzie indziej spotykanej. Kto nie chciał iść pod but absolutyzmów, wolał do Rzeczypospolitej.

Stany Zjednoczone, położone pomiędzy dwoma oceanami, połączyły różne narody i religie. Wolność obywateli i tolerancja zostały tam zapewnione konstytucyjnie. Oczywiście nie dla wszystkich od początku, ale kierunek rozwoju był taki, że pełnia praw obywatelskich obejmowała powoli kolejne rzesze (podobnie jak w I Rzeczypospolitej). Stany Zjednoczone zaczęły budowę swojego państwa od konstytucji, a Rzeczpospolita u swego kresu, broniąc dorobku własnej myśli demokratycznej, dała Europie pierwszą konstytucję na kontynencie.

Dzięki swojemu położeniu I Rzeczpospolita musiała uprawiać politykę w kategoriach ponadnarodowych, USA – globalnych. Jednocześnie taki stan rzeczy nie tylko nie zabił w nas patriotyzmu, ale dodawał mu ogólnoludzkiej motywacji. Polacy ginęli nie za króla, lecz za swój kraj, za wolność i wolność dla innych narodów. To różnica w mentalności trudno zrozumiała dla innych społeczeństw, poza amerykańskim.

Historia nie umiera

Paradoksalnie projekt I Rzeczypospolitej jest dzisiaj żyjącym pomysłem politycznym, do którego Polacy i Ukraińcy mogą nawiązywać, szukając porozumienia i broniąc się przed moskiewskim imperializmem. Ta tradycja jest bardzo na rękę Amerykanom. Budowa dużej wspólnoty, nawet w ramach UE, państw sprzyjających Stanom Zjednoczonym – a za takie Polska, Gruzja i wolna Ukraina mogą uchodzić – daje Stanom Zjednoczonym możliwość poszerzenia projektu strefy euroatlantyckiej aż po Kaukaz.

Sukces państwa amerykańskiego polegał na tym, że miało ono swobodę handlu na wielkim kontynencie. Dzisiaj USA chciałyby tę swobodę rozszerzyć na całą Europę. Nie w smak to było Niemcom i Francuzom, a wrogie dla Rosjan. Niemcy, widząc, że świat ucieka do przodu, muszą poprzeć USA. Rosja przeciwstawi się temu ze wszystkich sił, budując własną strefę euroazjatycką. Skutecznym orężem USA w walce z Rosją jest odbudowa dawnej wspólnoty narodów czasów jagiellońskich. Amerykanie, sami pozbawieni długiej historii i trochę ją lekceważący, gdy jest to w ich interesie, po historię sięgają równie chętnie jak po narzędzia dyplomacji, finansowe czy militarne.

Dziedzictwo I Rzeczypospolitej daje nam nadzieję na budowę strefy wolnych państw na wschód od Polski. Siła Polski na Wschodzie powoduje, że stajemy się pierwszoplanowym graczem na Zachodzie. Już dziś Polacy powinni myśleć, jak wykorzystać rodzący się potencjał polityczny. Jak zmieniać UE i jak wykorzystać zaangażowanie USA. Z całą pewnością akcesja Ukrainy do UE powinna spowodować, że część instytucji europejskich przeniesie się do Polski. Jagielloński Kraków może być ich centrum. To jeszcze dodatkowo powinno wzmocnić nasze związki z Węgrami, Czechami i Słowakami. Obecne różnice w koalicjach politycznych poszczególnych państw będą malały wraz ze wzrostem pozycji Polski.

Nie zmarnujmy sukcesu

Czeka nas kilka lat twardej walki o polskie interesy na Wschodzie. Mamy jednak w tej sprawie silnego sojusznika – USA. Wiele możemy wygrać, pod warunkiem że Polska będzie miała jasny plan postępowania i skutecznie go realizujące państwo. Warunkiem sukcesu jest takie postępowanie, które zachęci do nas inne narody. I dlatego Rosja, jak może, próbuje nas z nimi skłócać. Robiła to zawsze. Podżeganie waśni narodowych jest jej najskuteczniejszą bronią.

Musimy pamiętać, że jednym z kluczowych elementów polskiego patriotyzmu jest otwartość na innych. To jest testament I Rzeczypospolitej, rzeczypospolitej wielu narodów, religii i kultur, w której polskość jest najcenniejszym skarbem. Z tego też powodu polskie rewolucje nigdy nie obracały się przeciw naszej tradycji i tożsamości, a wręcz je kultywowały. Polskość nie była obywatelom ciężarem, lecz powodem do chluby.

Tekst ukazał się w najnowszym numerze tygodnika "Gazeta Polska"