Prof. Bryonn Bain, który w piątek również uczestniczył w seminarium na temat reintegracji skazanych, ale był w innej sali, powiedział BBC, że gdy rozległy się krzyki, najpierw dwie osoby z jego warsztatów, a później on sam pobiegł w kierunku miejsca ataku. "Wtedy pobiegłem w dół i zobaczyłem scenę, która się tam rozgrywa. Byłem w stanie zobaczyć napastnika. Czułem się jak na polu bitwy, panował całkowity chaos" - opowiadał.

Podkreślił, że Merritt "był pierwszą linią obrony", a w próbie powstrzymania Khana uczestniczyli także więźniowie bioracy udział w seminarium. Merritt był koordynatorem programu Learning Together, zaś druga zabita osoba, 23-letnia Saskia Jones - wolontariuszką.

Tym niemniej jak wynika z relacji Toby'ego Williamsona, dyrektora Fishmongers' Hall, to Łukasz, który przybiegł z kuchni słysząc krzyki, odegrał kluczową rolę w uratowaniu wielu osób. Jak podkreślił, dzięki temu, że Polak dysponując kłem narwala podjął walkę z uzbrojonym w noże kuchenne terrorystą, umożliwił wielu innym osobom ucieczkę z pomieszczenia. W trakcie tej walki Polak został pięciokrotnie dźgnięty w rękę, co jednak nie przeszkodziło mu wraz z innym pracownikiem - który z kolei wziął gaśnicę - pobiec za uciekającym terrorystą na Most Londyński, gdzie później terrorystę zastrzeliła policja.

Dziennik "Daily Mail" podał wcześniej w poniedziałek, że Polak wypisany już został ze szpitala. Williamson ujawnił, że ma on trzydzieści kilka lat, a w Fishmongers' Hall pracuje od 10 lat.

Tymczasem w Londynie i w Cambridge - gdzie Merritt i Jones studiowali - odbyły się w poniedziałek uroczystości upamiętniające dwoje zabitych. W londyńskich uroczystościach wzięli udział premier Boris Johnson, lider opozycji Jeremy Corbyn i burmistrz Londynu Sadiq Khan.

Ojciec Merritta wezwał przy tej okazji, aby nie wykorzystywać tragedii do celów walki wyborczej. W szczególności skrytykował niektóre gazety za to, w jaki sposób relacjonują zapowiedź Johnsona, że rząd dokona przeglądu decyzji o warunkowych zwolnieniach osób skazanych za terroryzm.