Cel był oczywisty: zniszczenie politycznych przeciwników. Ale szczególnie Ciastoń jest odpowiedzialny za wiele innych zabójstw PRL, w tym najsłynniejszych: ks. Jerzego Popiełuszki czy licealisty Grzegorza Przemyka. W wyniku działalności podległych mu zbrodniczych instytucji wielu Polaków zostało aresztowanych, złamanych, zamordowanych bądź zmuszonych do samobójstwa. Znakiem rozpoznawczym Służby Bezpieczeństwa Ciastonia i nadzoru nad nim Kiszczaka była działalność tzw. nieznanych sprawców. Już w 1982 roku zgładzili 18-letniego Emila Barchańskiego, którego ciało zostało znalezione w Wiśle. Później była cała seria podobnie „przypadkowych” śmierci działaczy opozycji: Jacek Jerz (KPN Radom), Ryszard Kowalski (szef Solidarności w Hucie Katowice), Bogusław Podborączyński (Solidarność Nysa), o. Honoriusz Kowalski (duszpasterz akademicki z Poznania), Tadeusz Frąś (Solidarność Małopolska), Zbigniew Tokarczyk (KPN Stalowa Wola), Lesław Martin (Solidarność Wrocław) czy Zbigniew Szkarłat (Solidarność Nowy Sącz). W lutym 1984 roku w studzience melioracyjnej znaleziono utopionego Piotra Bartoszcze, działacza Solidarności rolniczej, jego ciało nosiło ślady tortur.

Jerzy Samsonowicz z gdańskiej Solidarności został powieszony na ogrodzeniu stadionu RKS Stoczniowiec. Zbigniew Simoniuk z białostockiej Solidarności oficjalnie powiesił się w celi, a Zbigniew Wołoszyn, naukowiec Centralnego Laboratorium Ochrony Radiologicznej zajmujący się skutkami awarii elektrowni w Czernobylu, oficjalnie „wyskoczył z 10. piętra budynku”. To tylko niektóre zbrodnie Władysława Ciastonia, za które powinien odpowiedzieć.