Memoriał uzyskał nieoficjalne informacje o przebiegu posiedzenia komisji ds. toponimiki w Twerze, która 29 listopada zajmowała się wnioskiem dotyczącym tablic, wystosowanym przez prokuratora rejonu (dzielnicy) centralnego w tym mieście.  Z tych niepotwierdzonych informacji wynika, że komisja ds. toponimiki, która ma wyłącznie kompetencje doradcze, sformułowała rekomendacje dla Dumy (Rady) Miejskiej Tweru, a decyzja należeć będzie do rady.

Komisja zaleciła, by dwie tablice, które znajdują się od lat 90. na gmachu uczelni medycznej, zajmowanym od lat 30. do lat 50. XX wieku przez obwodowe NKWD, znalazły się "na stanie" administracji rejonu centralnego. Obecnie - według prokuratury - obie tablice pamiątkowe nie są formalnie własnością uczelni medycznej zajmującej dziś ten budynek.

Komisja zaleciła także, by zwrócić się do archiwów w celu odnalezienia dokumentów potwierdzających fakt, że w tym gmachu dokonano egzekucji polskich jeńców przetrzymywanych w obozie w Ostaszkowie. We wniosku prokuratury, którym zajmowała się komisja ds. toponimiki, znajduje się stwierdzenie, że nie znaleziono dowodów, iż polscy obywatele zostali rozstrzelani w tym budynku.

Jak powiedział Aleksandr Gurjanow, szef sekcji polskiej Stowarzyszenia Memoriał, dokumentami świadczącymi o dokonaniu w tym miejscu wiosną 1940 roku egzekucji polskich jeńców są protokoły dwóch przesłuchań byłego naczelnika Zarządu NKWD obwodu kalinińskiego (dawna nazwa Tweru - PAP) Dmitrija Tokariewa. Mowa jest o tym również w nagraniu wideo dokumentującym drugie przesłuchanie Tokariewa. Stowarzyszenie Memoriał wydało w tym roku księgę "Zabici w Kalininie, pochowani w Miednoje", w której opublikowano w języku rosyjskim obydwa protokoły z przesłuchań Tokariewa i transkrypcję nagrania wideo.

- Jeśli Rada Miejska nie uzna tej publikacji za dokument, to powinna wystąpić z wnioskiem o udostępnienie zeznań Tokariewa do Głównej Prokuratury Wojskowej w Moskwie, która prowadziła śledztwo katyńskie i w marcu 1991 roku przesłuchała Tokariewa

- powiedział Gurjanow.

O wniosku prokuratury rejonu centralnego w Twerze, dotyczącym tablic na byłym budynku NKWD, Stowarzyszenie Memoriał poinformowało w weekend. Pełniący obowiązki prokuratora rejonu Elwin Bajdin argumentuje w tym wniosku, że dwie tablice zostały umieszczone na gmachu z naruszeniem przepisów. Prokurator powołuje się m.in. na błędnie podany numer budynku w decyzji komitetu wykonawczego Rady Miejskiej Tweru z 9 września 1991 roku. W odniesieniu do tablicy mówiącej o więźniach obozu ostaszkowskiego prokurator stwierdza, iż jej treść nie jest oparta na faktach potwierdzonych dokumentami.

Prokurator ocenił, że dwie tablice nie stanowią mienia uczelni medycznej zajmującej gmach, zostały "umieszczone na fasadzie budynku niezgodnie z prawem" i że brak jest danych o tym, na stanie jakiej instytucji się znajdują. Bajdin przypomniał, że co roku uczelnia wydaje zgodę na wizytę w tym miejscu delegacji polskiej, która pod tablicą składa kwiaty, jednakże "udział uczelni w organizowaniu takich wydarzeń nie jest zgodny z jej statutem", a ich przeprowadzanie tworzy dodatkowe zagrożenie dla bezpieczeństwa studentów i personelu pedagogicznego". W związku z tym stanowiskiem, istnieje realna obawa, że tablice poświęcone zamordowanym jeńcom zostaną zdemontowane.

W okresie od lat 30. do 50. XX wieku w gmachu przy ulicy Sowieckiej 4. w Twerze (noszącym nazwę Kalinin) mieścił się Zarząd NKWD obwodu kalinińskiego (nazwę NKWD zmieniono potem na Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego, ros. skrót: MGB). W siedzibie Zarządu NKWD mieściło się wewnętrzne więzienie. Fakty te upamiętnia tablica na fasadzie budynku w języku rosyjskim, która głosi: "Pamięci zamęczonych. Tu w latach 1930-50 znajdował się zarząd NKWD-MGB obwodu kalinińskiego i wewnętrzne więzienie".

Tablica upamiętniająca ofiary zbrodni katyńskiej jest dwujęzyczna, polsko-rosyjska. Polski napis brzmi: "Pamięci jeńców obozu w Ostaszkowie zamordowanych przez NKWD w Kalininie, światu ku przestrodze - Rodzina Katyńska". Napisy polski i rosyjski umieszczone są pod rysunkiem krzyża, u którego podstawy znajduje się wizerunek wyciągniętych dłoni spętanych drutem kolczastym.

Wiosną 1940 roku, gdy decyzją Biura Politycznego KC WKP(b) rozstrzeliwano polskich jeńców przetrzymywanych w obozach w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku, Dmitrij Tokariew był szefem NKWD obwodu kalinińskiego. W zeznaniu z 1991 roku dokładnie opisał los około 6300 więźniów obozu w Ostaszkowie. Zapewniał, że sam nie uczestniczył w egzekucjach, organizowanych przez funkcjonariuszy NKWD przybyłych z Moskwy. Wyjaśnił jednak, że polskich jeńców przewożono grupami z Ostaszkowa do wewnętrznego więzienia NKWD w Kalininie i tam nocą rozstrzeliwano. Ciała przewożono do pobliskiego Miednoje, gdzie zakopywano je w wydrążonych koparkami rowach.