Podczas konserwacji zabezpieczono bardzo zniszczone drewniane podobrazie. Jest to najbardziej wrażliwa jego część. Deski zostały bardzo mocno naruszone przez drewnojady oraz spudrowanie, będące wynikiem działania wilgoci w kościele. Przez to w tej chwili nie ma możliwości przymocowania srebrnych barokowych koron wotywnych oraz aplikacji zdobiących obraz. Przez jakiś czas te piękne ozdoby świadczące o kulcie będą prezentowane w osobnej gablocie obok ołtarza

– opowiada ks. Tracz.

Matka Boska ma przepiękną, późnogotycką koronę o bardzo fantazyjnie kształtowanych roślinnych sterczynach oraz dekoracji imitującej zdobienie szlachetnymi kamieniami i perłami. Oczyszczono złote tło, przywracając mu swoją pierwotną świeżość, oraz szaty madonny i dzieciątka, na których przepięknie prezentują się wyciskane w zaprawie obrazu motywy roślinno-kwiatowe imitujące kosztowne późnośredniowieczne brokaty sprowadzane kiedyś z dalekiej Florencji.

Po usunięciu zabrudzeń lepiej widać dmuchawiec trzymany przez Maryję w prawej ręce. To jedyny taki znany nam w malarstwie europejskim atrybut na wizerunku Matki Bożej. Wyrazistości nabrał łaciński napis umieszczony na nimbie madonny, będący początkiem wielkanocnej antyfony „Regina Coeli laetare alleluia”. Odsłonięto także spod późniejszych przemalowań pierwotną kolorystykę ramy obrazu oraz dekorujący ją ornament.

Obraz przez kilkanaście tygodni pozostanie jeszcze w pracowni konserwatorskiej, aby sprawdzić, czy podjęte działania przyniosły rezultaty. Prace konserwatorsko-badawcze obrazu prowadziły wspólnie: dziekan wydziału konserwacji i restauracji dzieł sztuki ASP w Krakowie Marta Lempart-Geratowska i Katarzyna Dobrzańska.

Obraz mierzy 175 cm na 145,5 cm i jest uważany jest przez specjalistów za jedno z najcenniejszych w polskiej sztuce późnogotyckiej. Zachowane w oryginalnych gniazdach zawiasy świadczą, iż tablica stanowiła pierwotnie część środkową tryptyku.

Późnogotycki obraz jest prawdopodobnie jedynym na świecie wizerunkiem Maryi z mniszkiem lekarskim.

– uważa ks. Szymon Tracz.

Wstępna analiza wizerunku wskazała, iż przy jego powstaniu pracowało przynajmniej dwóch artystów. Pierwszym był zapewne – niezwykle uzdolniony – mistrz kierujący pracownią. To on wykonał niezwykle swobodnie prowadzony rysunek przygotowawczy, dobrze widoczny na zdjęciach rentgenowskich, a następnie zakomponował cały obraz, malując twarze Madonny i Dzieciątka oraz ich ręce. Drugi, nieznacznie słabszy, być może uczeń, na pewno pracował przy postaci anioła z lewej strony podtrzymującego koronę.