Oddajemy im hołd również za cały wysiłek i poświęcenie związane z walką z okupantem niemieckim. Pochylając się nad grobem przejmujemy na siebie tradycję i zobowiązanie do pamięci o ich dziele, poświęceniu, ofierze. To zobowiązanie do pozytywnego działania na rzecz niepodległej Rzeczypospolitej.

– powiedział Ścibut.

W intencji „Bartka” i jego żołnierzy odprawiona została msza św. w czechowickim kościele św. Katarzyny. Z tej parafii pochodziło ok. 50 podkomendnych kpt. Flamego.

Dziękujemy dziś Bogu, że nie musimy przelewać krwi za nasz naród, że nikt w tym momencie nas nie napada. (...) Prośmy dla siebie i dla każdego Polaka o odwagę i męstwo, byśmy umieli bronić dziedzictwa pokoleń. Aby nie zostało zniweczone przez naszą małoduszność i zgodę na zło.

– mówił w kazaniu proboszcz ks. Piotr Pietrasina.

Na grobie „króla Podbeskidzia”, który spoczywa na cmentarzu parafii św. Katarzyny, zapłonęły w sobotę znicze. W uroczystościach uczestniczyli m.in. córka Henryka Flamego – Alicja, weteran z Brygady Świętokrzyskiej NSZ mjr Stanisław Turski, burmistrz Czechowic-Dziedzic Marian Błachut, a także rodziny podkomendnych „Bartka” i członkowie Związku Żołnierzy NSZ.

Henryk Flame urodził się w 1918 r. w Frysztacie na Zaolziu, skąd jego rodzice przybyli do Czechowic. Przed wojną wstąpił do podoficerskiej szkoły lotnictwa dla małoletnich, którą ukończył w 1939 r. w stopniu kaprala. Walczył w kampanii wrześniowej. Został zestrzelony nad Warszawą. 17 września został zestrzelony przez Sowietów, którzy wkroczyli na wschodnie ziemie Polski. Zdołał dotrzeć na Węgry, gdzie został internowany. W 1940 r. wrócił w rodzinne strony. Zaangażował się w konspirację. Jego organizacja współpracowała z AK. Na przełomie 1943 i 1944 r. oddział ukrył się w lesie. W październiku 1944 r. Flame został zaprzysiężony w NSZ. W 1945 r. po wkroczeniu Armii Czerwonej ujawnił się wraz z oddziałem i wstąpił wraz z podkomendnymi do milicji. Realizował w niej rozkazy dowództwa NSZ i gromadził broń. Zagrożony aresztowaniem wiosną 1945 r. schronił się w lesie. Jego liczący kilkuset żołnierzy, i podobną liczbę współpracowników, oddział stoczył wiele walk z UB i KBW. Najgłośniejszą akcją była defilada 3 maja 1946 r. przez miasteczko Wisła w Beskidach. Od lipca 1946 r. w oddziale działali agenci bezpieki. We wrześniu zorganizowali fikcyjny przerzut części zgrupowania na Zachód. Według ustaleń IPN żołnierzy „Bartka” przewieziono na Opolszczyznę w trzech transportach i zamordowano. Kpt. Flame przeszedł w tym czasie operację nogi. Miał ranę postrzałową. Nadzór nad przerzutem powierzył swemu zastępcy, Janowi Przewoźnikowi ps. Ryś. Został on zamordowany przez funkcjonariuszy UBP 7 września 1946 r. „Bartek” wobec braku kontaktu z zastępcą zbiegł śledzącym go ubekom i wrócił w góry.Po ogłoszeniu amnestii Henryk Flame w marcu 1947 r. ujawnił się w Bielsku. 1 grudnia 1947 r. został zastrzelony przez milicjanta Rudolfa Dadaka.

1 marca 2017 r. w Narodowym Dniu Pamięci Żołnierzy Wyklętych prezydent RP Andrzej Duda nadał Henrykowi Flame pośmiertnie Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia. „Bartek” został też mianowany na stopień majora.