Jak to wszystko się zaczęło? – pyta w artykule „Idźcie budzić Polskę” Tomasz Łysiak i odpowiada:

Od marzenia. Od snu. Snu, w którym się pojawia pamięć przeszłej wielkości, potem następuje mrok, a dalej, gdzieś na horyzoncie jutrzenka – nadchodząca Niepodległa. Marzenie o Polsce, miłość do Polski – to była wielka siła, która sprawiała, że porzucano spokój i szczęście rodzinne, by walczyć o zmartwychwstanie Ojczyzny. „Point de rêveries!” – rzucił kiedyś car Aleksander II do Polaków – „Żadnych marzeń!”. Wiedział, że to one są duchowym fundamentem wielkiego ruchu polskiej irredenty. Ruch ten odniósł zwycięstwo 11 listopada 1918 r.

Pisze o tych, którzy zdecydowali się walczyć o wolną Polskę w roku 1914.

Byli nośnikami marzeń, dziedzicami marzeń, synami, wnukami i prawnukami marzycieli. Ci, którzy na początku sierpnia roku 1914, gdy świat stawał w ogniu, ściągali do Krakowa na wezwanie Komendanta. Tym razem „złoty róg” musiał być oddany w pewne ręce – nie „Jaśków”, którzy go zgubią, lecz prawdziwych wojowników, którzy nie tylko go nie stracą, lecz będą weń dąć, ile tylko sił w płucach. Z taką myślą ruszyli przez granicę 6 sierpnia.

Autor przeprowadza nas przez cały szlak Wielkiej Wojny znaczony kolejnymi zmaganiami, bitwami, marzeniami i zwątpieniami legionistów. Szczególnym przewodnikiem w tej podróży są rozkazy Komendanta

…piękne. Same w sobie stanowią najwartościowszy, literacki zapis dziejów walk o Niepodległą. (…) Piłsudski wydawał je w formie pisemnej. Często były odczytywane właśnie po bitwach. Była w nich mowa o tym, kto i jakich czynów bohaterskich dokonał. Pisane wspaniałą polszczyzną. Niektóre zasługują na większą uwagę, gdyż stanowią swego rodzaju podsumowanie, wyjaśniają sens czynu legionowego.

Artykuł Piotra Dmitrowicza opowiada o tym, co działo się 11 listopada 1918 roku na ziemiach polskich. Jak ten dzień wspominali nasi przodkowie? Czy mieli świadomość, że na ich oczach rodzi się upragniona wolna Polska? Maria Dąbrowska pod tą datą opisała w swoich dziennikach warszawską ulicę: „Przez cały dzień na ulicach tłumy. Ruch tramwajowy normalny. Wszędzie samochody z naszymi żołnierzami. […] W tym wszystkim wstaje Polska. I nikt nie widzi jaka jest piękna. Nikt nie spostrzega w tym zgiełku”.

Rozbrajanie Niemców na ulicach Warszawy

Z kolei Jędrzej Moraczewski pisał:

Niepodobna oddać tego upojenia, tego szału radości jaki ludność polską w tym momencie ogarnął. Po 120 latach prysły kordony! Nie ma >>ich<Wolność! Niepodległość! Zjednoczenie! Własne państwo! Na zawsze! Chaos? To nic! Będzie dobrze. Wszystko będzie, bo jesteśmy wolni od pijawek, złodziei, rabusiów, od czapki z bączkiem, będziemy sami sobą rządzili.

Już 11 listopada napływały do Warszawy informacje o przejmowaniu przez Polaków kolejnych miast. Peowiacy opanowali między innymi: Białystok, Częstochowę, Łomżę, Kalisz, Ostrołękę, Ostrów Mazowiecką, Płock, Pułtusk, Siedlce i Łódź…

Z kolei prof. Tomasz Panfil pisze

Wielu myślało, że Polskę nam dano, wielu że wróciła sama. To o nich Józef Piłsudski mówił ironicznie, że „ni z tego ni z owego mają Polskę na pierwszego”. Ale odrodzenie się Rzeczypospolitej to krew, pot i łzy tysięcy ludzi rozsianych w czasie i przestrzeni, ludzi którzy nigdy nie pogodzili się z Jej brakiem, którzy ośmielali się kwestionować zmowę rozbójniczych państw i rzekomy ostateczny werdykt historii.

Prof. Panfil daje obraz kolejnych rad, komitetów, organizacji, które powstawały w wielu miejscach, a których celem było stworzenie zalążków organizacyjnych państwa.

Polska Organizacja Wojskowa – struktura, którą Józef Piłsudski zaczął budować natychmiast po wyparciu Rosjan z Królestwa. Konspiracyjna, antyniemiecka organizacja będąca najlepszym dowodem na długofalowe plany Komendanta, których celem była pełna niepodległość Polski. To POW zasilona po kryzysie przysięgowym przez weteranów Legionów, odgrywała główną rolę w wygrywaniu niepodległości Polski w listopadzie 1918 r. Najpierw gen. Bogusław Roja opanował Kraków, potem płk Edward Rydz – Lublin. Do Lublina właśnie w nocy z 6 na 7 listopada pojechali czołowi politycy galicyjscy z Witosem i Daszyńskim na czele. To ważne: bo choć koncepcje ustrojowe przyszłej Polski były jeszcze mgliste, to pewnym było, że musi ona być Polską sprawiedliwą, a więc traktującą swe dzieci równo: robotnik, włościanin, kobieta, muszą w wolnej Ojczyźnie mieć takie same prawa jak dziedzic, właściciel kamienic czy fabryki. O tym mówił manifest Tymczasowego Rządu Ludowego Republiki Polskiej ogłoszony 7 listopada w Lublinie. Trzy dni później z niemieckiego więzienia powrócił Józef Piłsudski. To jemu Rada Regencyjna, Rząd Tymczasowy z Lublina, Komisja Likwidacyjna z Krakowa, a później również paryski Komitet Narodowy Polski i mniejsze, lokalne instytucje przekazały władzę, on jako Naczelnik Państwa skupił w swych rękach władzę cywilną i wojskową.

Artykuł kończy zaś przypomnieniem i wskazaniem, iż

Są daty-symbole, daty w których ogniskują się lata działań i starań milionów ludzi, wysiłki i tęsknoty całych generacji, daty porządkujące i organizujące nasze myślenie o przeszłości, pozwalające spleść miliony wątków indywidualnych historii we wspólny węzeł. Takie daty są powodem do dumy. To Listopad 1918.

Zapraszamy do lektury całego dodatku historycznego do tygodnika Gazeta Polska.