W środę prezydent Andrzej Duda powołał 27 osób na sędziów Sądu Najwyższego - 19 w Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, 7 w Izbie Cywilnej i jednego sędziego w Izbie Karnej. Spośród rekomendowanych do Izby Kontroli Nadzwyczajnej 20 osób, jedna nie została powołana.

 

Decyzja prezydenta była szybka. Bezpośrednio w zasadzie po przekazaniu dokumentacji z Krajowej Rady Sądownictwa prezydent podjął decyzję, wręczył nominacje 27 sędziom, w dodatku ignorując postanowienia Naczelnego Sądu Administracyjnego o zabezpieczeniu, które właściwie oznaczały, jak to zrozumiałem, że należy wstrzymać się do czasu rozpoznania odwołań z nominacjami

- powiedział dziennikarzom sędzia Laskowski. Dodał, że "jeśli doszło do wręczenia nominacji, to właściwie te odwołania mają już charakter teoretyczny, czy historyczny, bo dokonało się to, co ktoś kwestionował".

Jak ocenił, to "nie jest dobry sygnał dla społeczeństwa, że w ten sposób można ignorować, lekceważyć, nie brać pod uwagę orzeczeń sądu".

Nie chcę oceniać praw prezydenta, prezydent ma oczywiście prawo powoływać sędziów, natomiast możemy się zastanawiać, czy ten pośpiech akurat teraz w obliczu i tych postanowień (NSA) i tego, że jest wniosek Komisji Europejskiej do TSUE także z wnioskiem o zabezpieczenie, czy to nie jest taka metoda faktów dokonanych, po prostu zrobić swoje, a potem niech sobie trybunały i sądy orzekają, a my już swój cel osiągnęliśmy

- mówił sędzia Laskowski.

"Jest pytanie o stosowność takiego postępowania i stosowność sygnału, który się wysyła w ten sposób społeczeństwu, co do tego jak odnosić się do orzeczeń sądu" - dodał.

W końcu czerwca w Monitorze Polskim zostało opublikowane obwieszczenie prezydenta o wolnych stanowiskach sędziego w SN - do objęcia były 44 wakaty sędziowskie, w tym 16 w Izbie Dyscyplinarnej. Zgłoszenia nadesłało ok. 200 prawników. Poszczególnymi wnioskami zajmowały się zespoły KRS, po czym Rada wyłoniła kandydatury.