Tak się bowiem składa, że lejąc beton, inwestor zrobił to tak, że gdy zdjął szalunek, to widać było zbrojenia. Nie można jednak było odpuścić przedwyborczego sukcesu. Filar więc zaszpachlowano i wszyscy udają, że jest git. Marszałek z prezydentem przecięli wstęgę i, znając zwyczaje w tej partii, wieczorem wznosili toasty: aby wiadukt do wyborów się nie zawalił. A po głosowaniu? Co ich to obchodzi? Nie ich problem. Tak jak nie ich problemem jest to, że zbudowali zjeżdżalnie, które są pod takim kątem nachylenia, że nie da się z nich zjechać. Przedszkolaki mają z tego kupę śmiechu i już na placu zabaw odbierają lekcję PSL-owskiej samorządności. Drogie dzieci, zjeżdżalni nie robi się po to, żebyście ich używały, ale po to, by wasi rodzice z kartkami wyborczymi zobaczyli, jak władza jest skuteczna. I zagłosowali. Tacy są bowiem dorośli. Zakochani w liczbach i zdecydowanie śmieszni.